poniedziałek, 1 lutego 2016

Długa droga do Budapesztu, czyli:
jak znaleźć firmę na praktyki z Erasmusa?

         Chyba nie popełnię błędu stwierdzając, że mogę już spokojnie nazywać się dzieckiem Erasmusa. Ok, może wyjazd na jeden projekt i praktykę nie czyni mnie osobą nie wiadomo jak doświadczoną, ale jednak od kilku miesięcy żyję za pieniądze Unii Europejskiej, a wizja możliwości ich dalszego eksploatowania rzutuje wyraźnie na moje plany na przyszłość. A Unia bardzo chce te pieniądze rozdawać, na prawo i na lewo, chce, byś wyjeżdżał, mieszkał w fajnych miejscach, uczył się języków, poznawał ludzi i generalnie robił te wszystkie rzeczy, które zwykle się robić chce, a na które często nie ma się pieniędzy. Całe szczęście, że jest ten Erasmus i że jest to program z serii "podróż za jeden uśmiech". Bo tyle czasem wystarczy, aby zdobyć środki na fajną podróż czy pokrycie stu procent kilkumiesięcznego życia za granicą. Zaraz ktoś mądry powie: przecież stypendium Erasmus to nie są pieniądze Unii! To nasze pieniądze ze składek członkowskich! Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego miałbyś nie korzystać z tego, za co i tak płacisz. To co, bierzesz, czy nie?

        Przechodząc do sedna: jeśli chodzi ci po głowie zrobienie podobnej rzeczy co ja, czyli rzucenie studiów (no, prawie) i wyjazd w świat, to polecam zrobić sobie herbatę, usiąść wygodnie i przeczytać ten wpis. Będzie długi, zdecydowanie najdłuższy w historii bloga.


         Na początku mała dawka nostalgii: kiedy spoglądam wstecz na swoje życie muszę stwierdzić, że  do pewnego momentu właściwie wszystko przychodziło mi bez specjalnego wysiłku. Zanim się obejrzałam, już na drugim roku studiów pracowałam w szkole językowej, potem bez mrugnięcia okiem dostałam pracę w kolejnej, jakiś czas potem znalazłam sposób na zarabianie zdalne i jakoś tak wyszło, że praktyki studenckie zrobiłam, będąc na wakacjach. Na obu kierunkach. Schody zaczęły się, kiedy postanowiłam wyjechać na praktykę zagraniczną - no, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Z tym, że właściwie to nie zdawałam sobie sprawy, że będzie aż tak trudno.

       Na praktyki z Erasmusa może wyjechać właściwie każdy, kto jest studentem. Nie trzeba mieć wybitnej średniej, cioci w dziale wymian ani uścisku dłoni rektora. Jedyną trudnością w zorganizowaniu takiego wyjazdu jest właściwie to, że trzeba sobie samemu znaleźć firmę. Dla jednego będzie to problem, ale jak dla mnie to rewelacyjna opcja - możesz wyjechać, gdzie tylko chcesz, a nie tylko w określone miejsce z dostępnej listy, które jest często jakimś słowackim Zaklikowem albo tureckim Biłgorajem. Ale, to wcale nie takie proste. Dlaczego? A no, cały problem polega na tym, że większość firm wstawiających do sieci ogłoszenia o praktykach wcale nie szuka praktykantów, tylko osób z doświadczeniem, którym pod przykrywką stażu będą mogli płacić najniższą krajową (albo nie płacić w ogóle). Niestety - taka jest smutna prawda. Ja tego doświadczenia nie miałam. Pracowałam w szkole językowej, działałam w AIESEC, jeździłam na wymiany, znałam trzy języki obce - no ale nie miałam prawie nic stricte w związku z tym, co chciałam robić, czyli marketingiem i sprzedażą. W ciągu pół roku przerobiłam już chyba wszystko: były praktyki z AIESEC, było szukanie w bazach erasmusowskich, było pisanie do agencji pośredniczących, do prywatnych firm i organizacji non-profit. Naprawdę, nie jestem w stanie teraz zliczyć, ile wysłałam wówczas CV, ale myślę, że spokojnie możemy tu mówić o ilości dziennej, nie miesięcznej czy tygodniowej. Wszędzie mnie olewali, nikt nie chciał dać mi szansy, no jak to, mi, ambitnemu studentowi walczącemu o swoją przyszłość.

    Samo szukanie stażu nie jest aż takie skomplikowane. W Internecie możesz znaleźć wszystko: płatne praktyki w Izraelu, które idealnie odpowiadają twojemu wykształceniu, doświadczeniu i zainteresowaniom (ale na które w końcu nie jedziesz, bo cię nie stać), pracę w hotelu na Wyspach Kanaryjskich płatną 300 euro miesięcznie z zapewnionym zakwaterowaniem i wyżywieniem oraz oferty dla osób z językiem polskim do pracy w obsłudze klienta, właściwie gdziekolwiek. Były także bardziej prestiżowe staże, w Kanadzie czy w Singapurze, ale szybko zorientowałam się, że wysyłanie tam aplikacji było zwykłą stratą czasu. Nie nabieraj się tylko na strony, gdzie to tobie każą płacić za udział w praktyce. Takich też jest pełno. Mam nadzieję, że nikt jeszcze nie upadł na głowę, aby płacić komuś za możliwość pracowania w jego firmie pod przykrywką zdobywania bezcennego doświadczenia, z możliwością parzenia sobie kawy w firmowym ekspresie gratis.


        A więc, w końcu, jak to się stało, że wyjechałam na praktyki z Erasmusa?

      Był już maj, a ja dalej nie wiedziałam, co ze sobą począć. Serio, nie miałam już siły na wysyłanie CV i spędzanie nocy na grzebaniu w wyszukiwarkach. Tyle godzin, tyle miesięcy, tyle napisanych maili i zero konkretów. Ba, nie znalazłam nawet żadnej darmowej praktyki w Lublinie, co by zwiększyć swoje szanse na trafienie w końcu na jakiś sensowny staż. Zaczęłam się czepiać durnych pomysłów w stylu au pair (nie lubię dzieci) i wyjazdu na studia do innego miasta (za pieniądze rodziców, oczywiście - przecież nie za własne). Wyjadę, myślałam. I tak wyjadę, muszę wyjechać.

      Wtedy zrobiłam zaskakująco mądry krok: postanowiłam rozpocząć poszukiwania od nowa, u źródeł. Weszłam wtedy po raz pierwszy od wielu miesięcy na stronę biura karier mojej uczelni. Zasadniczo było to ostatnie miejsce, po którym bym się spodziewała, że cokolwiek tam znajdę, ale w desperacji przejrzałam wszystkie ogłoszenia od góry do dołu. I na co trafiłam? Na ofertę stażu sprzedażowo-marketingowego w Budapeszcie. Co najlepsze, była to firma, do której już wcześniej zaaplikowałam, tyle, że przez AIESEC. Zrobili ze mną nawet wywiad, przesłali moje CV do tej firmy, ktoś od nich miał się do mnie odezwać, no, ale się nie odezwał. No to co - piszę do nich i udaję głupa, że nic nie wiem o swojej wcześniejszej aplikacji i że szukam firmy na praktyki z Erasmusa (dopiero później dowiedziałam się, że ogólnie to kompletnie olewali zgłoszenia z AIESEC - zaczynam wątpić w to, że wyjazdy stamtąd można w ogóle traktować poważnie). Odpowiedź dostałam jeszcze tego samego dnia: moje CV bardzo im się podoba, tak, są zainteresowani, chcą się umówić na wywiad, wszystko miło, fajnie, i tak dalej. W tym samym czasie znalazłam na LinkedIn namiary na stażystkę, którą miałam zastąpić i która ostatecznie bardzo mi pomogła w całej tej akcji. Rozmowę miałam trzy dni później, tydzień potem zostałam przyjęta. Moje poszukiwania zostały zakończone, byłam przeszczęśliwa, nic mnie więcej nie obchodziło i zaczęłam pakować się na wyjazd do Budapesztu. Hm, a więc to tak się załatwia swoje sprawy.

    Znalezienie firmy to jedno, potem załatwienie tych wszystkich papierów i dokumentów na Erasmusa to droga przez mękę, ale cóż, czego się nie robi dla 2000 euro? A wracając do pomysłu związanego z wypłacaniem kwoty odpowiadającej najniższej krajowej za 40-tygodniowy tydzień pracy, w przypadku Erasmusa to już właściwie ma się do czynienia z niczym innym, jak z darmową siłą roboczą. Dla firmy to naprawdę dobra fucha - miałam pracować tam przez 5 miesięcy i nie kosztowało ich to ani grosza. Nieźle, nie? No, to pojechałam, bywało różnie, ale było warto.

      Tak po prawdzie to całe te poszukiwania całkiem ładnie się opłaciły, bo z czasem na moją skrzynkę zaczęły spływać także inne oferty. Dostałam między innymi propozycję pracy w Pradze oraz w DHL gdzieś w Niemczech (nawet do mnie zadzwonili, jak przez dwa dni nie odpisałam im na maila!). Ładnie podziękowałam, powiedziałam, że mam już Budapeszt, ale to nic - chętnie skorzystam w przyszłości. Mam teraz fajne kontakty, wszystkie oferty czekają cierpliwie na mojej poczcie. A teraz, po stażu, to już w ogóle - Czechy, Niemcy, Warszawa, Portugalia, nadal Budapeszt, do wyboru, do koloru.

        No i na koniec - jak szukać zagranicznych praktyk? Nie będzie tu tylko o Erasmusie, bo to jedna z wielu opcji, choć całkiem wygodna i chętnie napiszę o tym jeszcze więcej. Pewnie coś w stylu: "jak wyglądają praktyki sprzedażowe i jak zaliczyć semestr, nie będąc na ani jednych zajęciach".

Sposoby oraz strony, które sprawdziłam:

  • Strony biur karier. W życiu bym nie przypuszczała, że to właśnie tam ostatecznie znajdę praktykę, ale cóż, działa, polecam. Możesz szukać także na stronach innych uczelni - nie tylko twojej.
  • GoAbroad.com. Jest tam mnóstwo ogłoszeń o płatnych stażach (czytaj: to ty płacisz, żeby wyjechać), ale zdarzają się także sensowne oferty - nie tylko praktyk, ale także wolontariatów i wyjazdów na studia. To właśnie tam znalazłam ten idealny staż w Izraelu, na który w końcu nie pojechałam.
  • AIESEC. To dość problematyczna opcja, bo często trudno jest uświadczyć tu profesjonalizmu. Przemilczę jednak tę kwestię, bo sama też działałam w tej organizacji i idealna nie byłam, ale co prawda, to prawda. Ofert jest tam ostatnio niewiele, a konkurencja bardzo duża, ale jeśli masz już jakieś doświadczenie w konkretnej działce - startuj, bo projekty są ciekawe.
  • EuropeanLanguageJobs.com. Całkiem fajna strona, na której szuka się pracy na podstawie języków, które się zna. Niestety, większość prac to call center, ale sprzedaż i marketing też się trafiają.
  • BiznesFlow.pl. Oferty tam zamieszczane są nawet fajne, niestety dostęp do aplikacji jest płatny. Z tego co pamiętam, były to jakieś grosze, więc można spróbować. Projekty ciekawe, niestety mam wrażenie, że również jest spora konkurencja.
  • Pisanie do firm. Większość z nich ma na swojej stronie zakładkę "Kariera" albo "Kontakt", możesz również znaleźć na LinkedIn osoby pracujące w rekrutacji. Napisz ładnego maila, wyślij CV. Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi.
  • Wpisywanie haseł typu "internships in Europe", "marketing/sales/business internships", "internship in (tu wpisujesz państwo, do którego chcesz wyjechać) w różnych kombinacjach. Tak trafiłam na większość pozostałych stron, a także na wiele innych, których już nie pamiętam. Bądź cierpliwy, a znajdziesz.

7 komentarzy:

  1. Haha, ja też jestem dzieckiem Erasmusa! Nie dość, że teraz jestem już drugi raz na Erasmusie, to już szukam opcji na praktyki zagraniczne, więc cieszę się że trafiłam akurat na ten post. Bardzo mi się przyda! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ja na studia nie miałam okazji wyjechać - mój kierunek nie miał umowy z Erasmusem ;/ a na drugim kierunku to opcje były niezbyt ciekawe, poza tym odechciało mi się już studiować i wolałam praktyki ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tylko słyszałam o tym i znam osoby wyjeżdżające. Patrząc z perspektywy czasu, nie żałuję, że mi się nie udało wyjechać. Wtedy nie byłam na to gotowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I trochę mi żal, że z możliwości Erasmusa nie skorzystałam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Haaa! Idealny post dla mnie! Ja właśnie biorę się za ogarnianie swojej praktyki z Erasmusa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, wielkie dzięki za tak kompetentny wpis. Jesteś przykładem na to, że z takich wyjazdów można wynieść coś bardzo wartościowego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, że piszesz takie posty. Naprawdę jesteś motywacją jak dla mnie! Jak już pisałam wcześniej, dzięki Tobie postanowiłam spróbować z praktykami w Portugalii i teraz jestem już w trakcie nauki języka!

    OdpowiedzUsuń