poniedziałek, 11 lipca 2016

7 rzeczy, o których musisz wiedzieć, zanim pójdziesz na filologię


      Myśl o pójściu na studia filologiczne pojawiła się po raz pierwszy, gdy miałam 12 lat. Dojrzała, gdy skończyłam 14. Zaczęła umierać w liceum w klasie mat-fiz (zupełnie nietrafiony profil) i została brutalnie zamordowana po zmianie klasy na biol-chem (jeszcze bardziej nietrafiony profil. Spokojnie, profil humanistyczny również nie byłby trafiony, w liceum po prostu nie było dla mnie dobrego profilu). Gdy trzy miesiące przed maturą dowiedziałam się, że w Lublinie otwierają sinologię, nieznośna myśl wróciła ze zwielokrotnioną siłą. Kiedy jakimś cudem się tam dostałam, nie ucząc się kompletnie nic do matury z angielskiego, bez wahania porzuciłam ciężko wypracowaną i dawno zaplanowaną farmację, zostałam studentką filologii i w ten sposób spełniłam swoje wielkie marzenie.

      Czy mogłam wtedy wiedzieć, z czym właściwie wiążą się studia filologiczne i jak łatwo można się pomylić, wybierając konkretny kierunek? Nie, nie mogłam. Nikt nie mógł tego wiedzieć. Prawda jest taka, że wybierając filologię, najczęściej po prostu nie masz pojęcia, na co się piszesz. Wiecie, przed pójściem na sinologię człowiekowi może się wydawać, że Chiny to przecież kaligrafia i rysowanie smoków i że jedzenie pałeczkami jest zabawne, a chińskie dzieci takie słodkie. Dopiero po fakcie okazuje się, z czym tak naprawdę związałeś swoją przyszłość: z krajem, w którym jest taki smog, że nie da się tam oddychać. W którym uświadomiłeś sobie, że jedną z fizjologicznych potrzeb człowieka jest patrzenie na coś kolorowego, bo tam ciągle tak szaro i ponuro. Społeczeństwem, w którym ludzie są tak powolni, że samą swoją obecnością doprowadzają cię do szału. W którym każdy żyje pod wygodnym kloszem i nikt nie podejmuje żadnego wysiłku, aby się spod niego wydostać. Krajem przerażających letnich obozów wakacyjnych, osiedli-widmo, codziennej walki o przetrwanie i użerania się ze wszystkim na każdym kroku. Ambasad, które robią co chcą i chińskich urzędów, z których wyrzucają cię za drzwi. Miejscem, w którym po raz pierwszy w życiu szczerze podziękowałeś Bogu za to, że miałeś szczęście urodzić się w Europie. Po wizycie w którym powiedziałeś "ufffffff!", jak już w końcu wyjechałeś.


      Ok, nie mówię, że wszystko było źle - były też w końcu dobre momenty. Na przykład jedzenie - mistrzostwo świata. Oprócz tego tanie książki, zadbane toalety, piękne obiekty sportowe, uliczne stragany i nowoczesne pociągi. Ale myślę teraz, że musiałam być naprawdę szalona, gdy decydowałam się powiązać całe swoje życie z krajem, w którym nie byłabym w stanie przetrwać dwóch miesięcy.

    Czy warto studiować filologię? Czasem warto, ale warto wybrać ją mądrze. Będąc o wiele bardziej doświadczoną niż te cztery lata temu, zastanawiam się dzisiaj: dlaczego nie poszłam na przykład na filologię węgierską? Przecież już wtedy wiedziałam, że chcę kiedyś zamieszkać w Budapeszcie, ze znajomością węgierskiego mogłabym tam teraz robić wszystko. Dlaczego nie na germańską? Uwielbiam niemiecki, mogłabym mieć fajną pracę i w Niemczech, i w Polsce. Norweską? Przecież przeprowadzka do Oslo to moje marzenie. Dalej, dalej, mózgu Gadżeta (a gdzie byłeś wtedy, kiedy byłeś potrzebny...?). Jeśli więc właśnie zastanawiasz się, czy warto studiować filologię i na jaką filologię warto pójść, to ja Ci dzisiaj powiem, co masz zrobić, aby nie zrobić sobie krzywdy.

      1. Nie idź na studia związane z krajem, w którym nie byłeś i ludźmi, których nie znasz. Jasne, prawie nikt z moich znajomych z roku, z którymi zaczynałam studia, nie był wcześniej w Chinach. Mimo to w trakcie studiów tam pojechali i bardzo im się podobało. Tyle że, niestety, nie wszystko jest dla wszystkich i w gronie pasjonatów i szczęśliwców zawsze znajdzie się ta jedna czarna owca, która stwierdzi, że ten świat to nie jej bajka. Przynajmniej jedna. Jeśli więc właśnie poszedłeś na filologię w ciemno, to lepiej módl się, żeby przypadkiem nie okazało się, że tą owcą jesteś ty. A rada dla pozostałych jest taka: nie kierujcie się wyborem filologii, oglądając zdjęcia z Google. Wyjazd na tygodniową wycieczkę też niewiele wam da - spróbujecie jedzenia, pooglądacie widoczki, ale nie poznacie tego, z czym tak naprawdę będziecie mieli potem do czynienia, gdy przyjdzie czas na życie zawodowe. Porozmawiajcie lepiej z osobami, które naprawdę znają danych ludzi, kulturę i miejsca, przejdźcie się na tematyczne wykłady i skupcie się na poznaniu przede wszystkim złych, a nie dobrych stron waszego wyboru. Serio, nie ma innej drogi do podjęcia naprawdę mądrej decyzji.

    2. Niszowe filologie są niszowe nie bez powodu. Nie patrz na to, czy na rynku pracy jest duża konkurencja – sprawdź lepiej, czy na to, co chcesz robić, jest duże zapotrzebowanie. Hipsterskie języki są fajne, ale czy aby na pewno warto poświęcać kilka lat życia na ich naukę? Rzeczywistość jest brutalna: skoro mało uczelni otwiera takie kierunki i przyjmuje na nie niewiele osób, to znaczy, że po prostu nikt nie szuka tego typu specjalistów. Wierz mi, że nie bez powodu co roku w Polsce pojawiają się tysiące nowych anglistów i germanistów, a tylko kilkudziesięciu lub kilkunastu japonistów czy sinologów.
       Ale, ale - w tej sytuacji zawsze istnieje przecież opcja, żeby po studiach zostać wykładowcą i zdobyć całkiem fajną pracę na uczelni. Mała konkurencja, duża nisza, niewielka ilość publikacji – wprost idealna przestrzeń do zrobienia kariery naukowej. Słyszałam kiedyś jednak o dziewczynie, która studiowała język swahili – miała całe trzy osoby na roku. Po obronie magistra, kilku niezbyt owocnych wyjazdach do Afryki i zarejestrowaniu ogólnego braku jakichkolwiek perspektyw, w końcu została wykładowcą. Można by powiedzieć: ok, świetnie, poukładało się jej, a więc jak się chce, można znaleźć całkiem porządną pracę w zawodzie. Ale czy jest sens poświęcać taki ogrom czasu na naukę czegoś kompletnie nieprzydatnego tylko po to, aby potem uczyć tego kompletnie nieprzydatnego czegoś innych?

      3. Zwróć uwagę na uprawnienia. Moja koleżanka, która poszła na zielarstwo, dopiero w trakcie studiów dowiedziała się, że jako absolwentka nie będzie miała uprawnień do prowadzenia własnego sklepu z ziołami. Miej więc świadomość, że dyplom filologa czasem nie daje nic więcej poza zaświadczeniem, że przeszedłeś przez taki a taki cykl kształcenia. Ba, bardzo często nie świadczy on nawet o faktycznym poziomie znajomości języka (uwierzcie na słowo, wiem, kto ode mnie z roku wyszedł z piątką na dyplomie). Sprawdź więc lepiej, czy te studia dadzą ci w ogóle jakiekolwiek kompetencje i uprawnienia, a jeśli nie, to czy będziesz miał czas, pieniądze i możliwość, żeby zrobić dodatkowe kursy i certyfikaty. Po takim rozeznaniu może się okazać, że te z pozoru przyszłościowe i praktyczne studia kompletnie nic ci nie dadzą. Czy wtedy nie lepiej będzie więc po prostu pójść na kurs językowy, żeby nauczyć się języka, a studia poświęcić na zdobywanie zupełnie innej wiedzy?

       4. Filologia to nie wszystko - sama znajomość języka to zwyczajnie za mało. U mnie na sinologii wszyscy chcieli być "tłumaczami". Tymczasem mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że "tłumacz" to taki trochę zawód-mit. No bo po co klient ma zatrudniać kogoś, kto będzie za nim krok w krok chodził do różnych specjalistów, skoro może po prostu sięgnąć po usługi kogoś, kto zna się dobrze na konkretnym fachu, a przy okazji jest w stanie się z nim dogadać w jego własnym języku?
        Dla przykładu: czy gdy potrzebowałam porady prawnej w Budapeszcie, szukałam tłumacza polsko-węgierskiego, który zaprowadziłby mnie do jakiegoś randomowego węgierskiego prawnika? Nie - starałam się zdobyć namiary na prawnika polskiego, który przy okazji zna się na węgierskich przepisach. Wierz mi, że twoi przyszli klienci myślą dokładnie w ten sam sposób. Oni nie potrzebują tłumaczy, ale specjalistów, którzy przy okazji znajomości języka znają się także na czymś przydatnym. Jeśli więc oprócz filologii studiujesz lub masz zamiar studiować prawo, rachunkowość, ekonomię lub inne trudne i mądre dziedziny - proszę bardzo, droga na studia językowe stoi przed tobą otworem.

       5. Czy jesteś gotowy na wyjazd? Idąc na jakiekolwiek studia językowe, musisz liczyć się z tym, że pewne szanse na znalezienie ciekawej pracy będą zawsze wiązały się z wyjazdem do danego kraju, pracą w Polsce połączoną z długotrwałymi lub częstymi delegacjami albo regularnym kontaktem z obcokrajowcami. Jak wszyscy dobrze wiemy, podróże są bardziej niż spoko, ale czy naprawdę jesteś gotowy na mieszkanie przez wiele miesięcy setki albo tysiące kilometrów od domu, z dala od rodziny, znajomych, w otoczeniu obcej kultury? Co zrobisz, gdy będziesz mieć żonę/męża/dziecko/psa, a firma zechce oddelegować cię na rok na drugą półkulę? Serio - nie każdy nadaje się do takiego trybu życia. Według mnie filologia jest chyba najgorszym możliwym wyborem dla domatorów, osób, które nie lubią podróży i zmian, którym trudno jest przystosowywać się do nowych warunków, które boją się wyzwań i unikają niekomfortowych, stresujących sytuacji. Zastanów się więc, czy przypadkiem nie jesteś taką właśnie osobą - pójście na studia językowe może być co prawda okazją do przełamania twoich oporów i lęków, ale o wiele bardziej prawdopodobne jest jednak to, że w ten sposób tylko sam narazisz się na wieczne dylematy i nerwy.

    6. Zejdź na ziemię i przeanalizuj stosunki dyplomatyczne. Serio, zwyczajnie i rzetelnie sprawdź, jakie twój kraj ma relację z państwem, którego język zamierzasz studiować i nie kieruj się w tej kwestii żadnymi stereotypami. Umówmy się, że na politykę nie masz i najprawdopodobniej nie będziesz miał żadnego wpływu. Naprawdę nie wiem więc, czy jest sens studiować język państwa, którego rząd na każdym kroku będzie ci rzucać kłody pod nogi, każda próba wyjazdu czy załatwienia czegokolwiek w urzędzie będzie drogą przez mękę, a powodzenie najdrobniejszej, najprostszej sprawy jedną wielką niewiadomą. No, chyba że w ten sposób wyznaczysz sobie misję zakładającą wielkie i niezasłużone cierpienie dla jakichś wzniosłych idei, ale wiedz, że to nigdy nie przekłada się ani na pieniądze, ani choćby na cień życiowego spełnienia.

     7. I na koniec: zapomnij o fajnych studiach. To znaczy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby filologia była naprawdę fajna - tego typu kierunki naprawdę mają swój urok. Musisz mieć jednak świadomość, że jest to dość stanowcze pożegnanie z typowym studiowaniem, czyli bujaniem się od sesji do sesji i widzeniem wykładowców dwa razy do roku. Filologia wymaga czegoś znacznie więcej niż wyrobienia minimum obecności na ćwiczeniach. To godziny spędzone na codziennej nauce w domu, odrabianiu prac domowych, pisaniu wypracowań i zaliczaniu co chwila kartkówek i kolokwiów. Powiem wprost: to naprawdę ciężka i systematyczna praca. Jeśli więc naprawdę zależy ci na typowym życiu studenckim i nie chcesz zaliczyć wielkiego powrotu do liceum, być może lepiej będzie, jeśli jednak zastanowisz się nad innym kierunkiem.

A może znasz kogoś, kto właśnie wybiera się na filologię? Podeślij mu ten post, zanim podejmie ostateczną decyzję. Wiecie, nawet, gdyby to wszystko i tak nie sprawiło, że wybrałabym inaczej, to mimo to myślę, że całkiem fajnie byłoby coś takiego usłyszeć te cztery lata temu.

73 komentarze:

  1. Bardzo solidne i wyważone porady, 7 zdań, które może odmienić życie nie tylko tych myślących o filologii, ale i o innych studiach!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, ciekawie ujęte spojrzenie na Chiny. Zupełnie nie znalam tej perspektywy. Muszę Cię zapytać o jedno :-) dlaczego nie bierzesz pod uwagę drugiego kierunku studiów filologicznych? Bierzesz? Tak ładnie pisałaś o Oslo...:-) pozdrowienia! Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w takim momencie swojego życia, że powinnam zdecydować się na to, co chciałabym robić w życiu. Cały czas gdzieś z tylu głowy mam filologię, chociaż jeszcze nie wiem jaką (od jakiegoś czasu myślę o węgierskiej albo norweskiej, które zresztą wspomniałaś). Właściwie to tym postem uświadomiłaś mi kilka spraw, wyjaśniłaś i "wyklarowałaś". Poruszyłaś ważne kwestie, które czasami są pomijane przez ludzi, którzy chcieliby iść na studia językowe, jak chociażby kwestia stosunków dyplomatycznych czy zwiazania się z krajem, którego język będą studiować. No i jeszcze to, że filologia sama w sobie daje niewiele, sama o tym wcześniej nie wiedziałam. Chyba muszę Ci podziękować, bo nikt jeszcze nie wyłożył mi na tacy plusów i minusów studiowania tego kierunku ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post, podpisuje się rękami i łapami jako były już student filologii. Patrzeć na zajęcia - bo można tak jak ja skończyć z blokiem bezsensownych zajęć związanych z profesją "ksiądz/zakonnica" i jaka jest kadra, akurat wszyscy nauczyciele od języka byli ok, ale blok kościelny - zrobić reformę edukacji i zrobić jako dobrowolny.

    OdpowiedzUsuń
  5. no świetnie napisane.nic dodać,nic ująć ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo tak, zgadzam się! też studiowałam na katolickiej uczelni - akurat nie mieliśmy takich przebojów, ale zdarzyły się kwiatki takie jak łacina i kultura śródziemnomorska. na szczęście tylko na pierwszym roku, więc dało się przeżyć. ogólnie mieliśmy 90% praktycznych zajęć i prawie żadnych zapychaczy, także pod tym względem nie było na co narzekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się, że post się przydał :) spokojnie - tak naprawdę uważam, że jeśli chodzi o życie zawodowe, to nie ma decyzji, od których nie byłoby odwrotu. jeśli coś Ci nie odpowiada, zawsze możesz pójść inną drogą, nie musisz tak naprawdę już teraz z niczym wiązać się na całe życie. staraj się więc zdobyć jak najwięcej doświadczenia, abyś za te parę lat wiedziała, co chcesz robić, albo przynajmniej czego robić nie chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie, niestety już nie biorę, z co najmniej kilku powodów. po pierwsze, aby dostać się na skandynawistykę, musiałabym poprawiać maturę, czego nie jestem sobie w stanie wyobrazić te cztery lata po skończeniu szkoły ;p po drugie, obecnie skupiam się na czymś zupełnie innym (pracuję i próbuję rozkręcić własny biznes), więc powrót na studia dzienne zupełnie nie wchodzi w grę - musiałabym porzucić wszystkie obecne projekty i nie miałabym pieniędzy na utrzymanie. a po trzecie, tak jak wspomniałam w poście - sama nie wiem, czy dyplom kolejnej filologii na cokolwiek by mi się przydał, bo uważam, że w moim przypadku pójście na kolejne studia można już spokojnie zastąpić kursem językowym. gdybym miała coś jeszcze kończyć (na przykład zrobić magisterkę), to raczej z innej dziedziny (aby mieć też jakieś inne wykształcenie oprócz językowego), no i na pewno zaocznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sinologia i Japonistyka ostatnio bardzo zyskały na popularności i większość uczelni już je proponuje... moja koleżanka poszła na arabski z mandaryńskim i poległa po dwóch miesiącach, ale do dziś twierdzi, że warto było spróbować. Zwróciłaś uwagę na coś bardzo, bardzo ważnego: uprawnienia.I to dotyczy nie tylko filologów. Często jest tak, że idziemy na dany kierunek, mamy plan na życie a później okazuje się, że ten kierunek nie daje takich uprawnień... Więc warto to sprawdzić jeszcze zanim weźmiemy udział w rekrutacji, żeby później nie było wielkiego rozczarowania i szybkiej zmiany planów na coś, co te uprawnienia nam da ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako Pani filolog, która drugi raz nie wybrałaby tych studiów, a tym bardziej ich nie skończyła- podpisuję się rękoma i nogami. To studia dla pasjonatów. Miłość do kraju lub literatury nie wystarczy, by przeżyć wojny z gramatyką i innymi okropieństwami ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po przeczytaniu tego artykułu, gdybym drugi raz wybierała kierunek studiów, zdecydowanie poszłabym na filologię ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. dokładnie - to idealny kierunek, jeśli ktoś naprawdę pasjonuje się danym miejscem czy kulturą. myślę, że dopiero takie osoby będą się czuły na tych studiach naprawdę komfortowo.

    OdpowiedzUsuń
  13. no, dlatego właśnie wspomniałam o koleżance z zielarstwa. trochę lipa, jak ktoś idzie na jakieś studia, a potem się okazuje, że nie będzie po nich mógł wykonywać najbardziej, jak by się zdawało, oczywistego zawodu :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że każdy kierunek studiów ma swoje uroki i wielkie wady. Trzeba przeanalizować własne możliwości i doinformować się, jak rzeczywiście wyglądają studia. Warto chyba również wiedzieć, co można robić po studiach i porównać to z tym, co chcemy robić. Ja obecnie studiuję inżynierię materiałową i został mi ostatni rok magisterki. Nie zamieniłabym tego kierunku na inny i trochę jestem dumna z mojego wyboru. Na drugim miejscu stawiałam germanistykę, gdyby mi nie wyszło z inżynierią.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli naprawdę się czymś pasjonujemy, to nic nas do tego nie zniechęci, jednak jeśli tylko nam się podoba, to faktycznie warto przemyśleć swoją decyzję wielokrotnie. :) Bardzo ciekawy wpis, uwzględnia wszystkie neuralgiczne sprawy. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślałam o italianistyce, ale cieszę się że ostatecznie wybrałam inną drogę...

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak dla mnie to przede wszystkim Twój punkt drugi jest strzałem w 10!

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, dlatego bardzo dokładnie trzeba sprawdzać całą papierkologię...

    OdpowiedzUsuń
  19. Magdalena Przypaśniak24 lipca 2016 12:13

    Super wpis!

    OdpowiedzUsuń
  20. Szacun, ja chciałam iść na polską, ale w międzyczasie mi się odwidziało. Widzę, że dzięki Bogu :D BTW - jeśli chodzi o namiastkę Chin w Polsce, to zawsze można kuknąć do Krakowa - szczególnie zimą smog szaleje aż miło :D

    OdpowiedzUsuń
  21. haha, trafna uwaga :D właśnie dlatego nie chciałabym mieszkać w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Aż lekko mnie wbiło w siedzenie. Z powodu niedostania się na psychologię chciałam spróbować szczęścia na filologii rosyjskiej. Mam świadomość, że rynek pracy będzie dość zamknięty, ale chyba poważnie rozważę ten wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja dlatego stamtad ucieklam! :p

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się w 100% Jestem na lingwistyce stosowanej i u mnie też dużo osób chce być "tłumaczami przysięgłymi"..zobaczymy, co z tego wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. tłumacz przysięgły to jednak jest "coś" :) trudno zdać egzamin i takich osób nie jest zbyt wiele, więc myślę, że mimo wszystko to całkiem niezły plan. gorzej, jeśli ktoś chce być "po prostu" tłumaczem, bez żadnych precyzyjnych określeń - wtedy może być trudno znaleźć takie zajęcie.

    OdpowiedzUsuń
  26. No właśnie, nie każdy zdaje egzamin..i co wtedy? :(

    OdpowiedzUsuń
  27. jak to co? egzamin jak egzamin - jak się raz nie zda, to próbuje się po raz kolejny, oczywiście pod warunkiem, że komuś naprawdę zależy. a jeśli się nie uda, to cóż - całkiem przyzwoita znajomość języka w końcu pozostaje i trzeba się rozglądać za robieniem innych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  28. No właśnie, dużym plusem nauki/studiowania języków jest to, że czy w pracy czy dla siebie samego - zawsze się przyda :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Moim zdaniem przy filologiach plusem jest to, że teraz firmy szukają masy osób ze znajomością jezyków obcych - i jeżeli nie mamy z nimi problemów, znamy jezyki egzotyczne czy po prostu mniej popularne, to z pracą nie będzie u ans w kraju najmniejszego problemu. Wystarczy sprawdzić jak to wygląda na portalach, gdzie szukają stricte osób z językami jak np. linguajob.pl - moim zdaniem zdecydowanie warto iść tą scieżka ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. że też nie znam już nikogo, kto by sie teraz wybierał na jakiekolwiek studia ;)
    czyli potwierdziło się, to co już wiedzialam - ze niepotrzebnie na drugim roku moich pierwszych studiów zaczęłam jako drugi kierunek filologię nowogrecką (a taka miałam sobie fantazje). zrezygnowałam po 1 dniu i myśle, że to wcale nie była glupia decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  31. też tak myślę - o ile nie miałaś jeszcze fantazji, żeby przeprowadzić się do Grecji to wydaje mi się, że zrobiłaś całkiem dobrze ;p

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie wiem kto to powiedział, ale zgadzam się z tym, że to trochę bez sensu, że najważniejsze decyzje w życiu musisz podjąć gdy jesteś jeszcze młody i niedoświadczony :)

    OdpowiedzUsuń
  33. może Dzień Świra? :) https://www.youtube.com/watch?v=ujpOb11Ho5w

    OdpowiedzUsuń
  34. Katarzyna Wojtyńska-Stahl8 sierpnia 2016 18:57

    Bardzo dobry wpis dla młodych :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Myślałam o filologii rosyjskiej, ale w końcu doszłam do wniosku, że mogę się tam męczyć, skoro jestem ścisłowcem. A to fakt, że ciężko wybrać kierunek, kiedy jest się dopiero w liceum...

    OdpowiedzUsuń
  36. Pytanie, co chce się osiągnąć? Studia pozwalają dojrzeć i rozwijać się osobiście. Dają pewną szansę. Zakończenie studiów to dopiero początek, na rynku pracy rozwijasz się dalej.

    OdpowiedzUsuń
  37. Świetne rady. Chyba każdy powinien dogłębnie przeanalizować dany kraj, żeby później nie okazało się to zupełnym niewypałem ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. naszebabelkowo.blogspot.com22 grudnia 2016 17:03

    W moim odczuciu wykształcenie to w tej chwili jedno, a droga zawodowa - coś zupełnie innego. Można sobie wiele zakładać, idąc na konkretny kierunek studiów - i można nawet być bardzo zdeterminowanym w swoich planach, a życie i tak często pisze dla nas zupełnie inne scenariusze (i mówię to z punktu widzenia podwójnej pani mgr ;) )

    OdpowiedzUsuń
  39. Ja rozważałam, ale na szczęście trafiłam na osoby będące na filologii, które mi ten kiepski pomysł wybiły ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. dokładnie tak jest, niestety... ale ja uważam, że kluczem jest tutaj decydowanie samemu, a nie "branie tego, co się trafi" :) według mnie każdy, kto decyduje się iść na studia powinien wiedzieć, czego oczekuje od tych studiów (wiedzy, uprawnień, czy trzech literek przed nazwiskiem). wtedy można uniknąć wielu rozczarowań i mieć nieco jaśniej nakreśloną ścieżkę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Jestem po filologii i pracuję...w zupełnie innej branży :) Słaby był mój wybór, albo raczej wybór ok ale we wszystko weszła polityka i rozwaliła moje plany... ale trzeba żyć dalej

    OdpowiedzUsuń
  42. Świetne rady dla osób, które zastanawiają się nad filologią. Wydaje mi się, że względem każdego kierunku studiów, nad jakim się myśli, warto zrobić listę za i przeciw :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  43. a co to była za filologia? cóż, ja też robię coś zupełnie niezwiązanego z moimi studiami, tylko że u mnie plany zweryfikował wyjazd :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Studia skończyłam na szczęście już dawno temu, ale innym z pewnością taki wpis się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  45. Świetny, merytoryczny wpis. Załamałaś mnie lekko tym, że przytoczyłaś japonistykę jako niszową i że ciężko po niej o pracę, bo moje dziecko się mocno przymierza, a ja mu kibicuję.

    OdpowiedzUsuń
  46. z perspektywy lat i doświadczenia w rekrutacji wydaje mi się, że często sam kierunek - filologia to świetna podstawa, punkt wyjścia, dale szerokie horyzonty i możliwości

    OdpowiedzUsuń
  47. jakiś tam punkt wyjścia na pewno, ale z samą filologią niewiele można zdziałać - a już na pewno nie z taką.

    OdpowiedzUsuń
  48. podejrzewam, że z japonistyką jeszcze gorzej niż z sinologią... ale i tak zawsze chodzi o to, żeby mieć jakiś pomysł na siebie, ogólnie unikam stwierdzeń typu "po tym nie ma pracy". pracę zawsze można sobie samemu zorganizować, przy odrobinie chęci, kreatywności i rozwijaniu zainteresowań :)

    OdpowiedzUsuń
  49. mnie jeszcze czeka magisterka... choć wolałabym, żeby naprawdę poczekała.

    OdpowiedzUsuń
  50. Tekst bardzo przydatny dla przyszłych adeptów filologii! Ja swoje lata wspominam bardzo dobrze, ale rzeczywiście pracy było dużo (w dodatku studiowałam na 3 filologiach jednocześnie)! I rzeczywiście kiedyś bardzo chciałam zostać tłumaczem przysięgłym, ale zrobiła podyplomówkę i czar prysł... Trochę mi brakuje kontaktu z językami (oprócz angielskiego niestety nie używam pozostałych dwóch).

    OdpowiedzUsuń
  51. ojej! a jakie to były języki?

    OdpowiedzUsuń
  52. Angielski, francuski i hiszpański, więc bez szaleństw ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. czy ja wiem? z tego, co widzę, po europejskich językach jest sporo do roboty ;) ale to prawda - na co dzień praktycznie nie używa się niczego poza angielskim, dlatego trudno jest rozwijać inne.

    OdpowiedzUsuń
  54. Myślę, że ten tekst bardzo przyda się ludziom, którzy myślą nad filologią. Tak naprawdę jedynym źródłem wiedzy o studiach często są dla maturzystów broszurki i ulotki z różnych uniwersytetów. To zdecydowanie za mało, by podjąć tak ważną decyzję. Sama mam za sobą nietrafiony kierunek (filologia rosyjska) i wiem, ile nerwów to kosztuje. Podrzucę ten tekst w zestawieniu u siebie na blogu, mam nadzieję, że zobaczą jacyś go licealiści. :)

    OdpowiedzUsuń
  55. dzięki! <3 filologia rosyjska? oj, nie powiedziałabym, że to kierunek aż tak nietrafiony. ogólnie, według mnie większość europejskich języków jest trafiona. azjatyckie w Europie po prostu nie są potrzebne, wbrew temu, co się mówi, to nie ten czas i nie te realia. a co do wiedzy o studiach - te wszystkie spotkania z doradcami zawodowymi i psychologami to po prostu porażka. podobnie jak wysyłanie ludzi na siłę na studia, zamiast pokazywanie im kreatywnych rozwiązań i tego, w jaki sposób mogą znaleźć pomysł na swoje życie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Zgadzam się z Tobą w 100%.

    Co do ruska - kierunek jest świetny i rzeczywiście nie taki "od czapy", bo obecnie ludzie znają głównie angielski, więc rosyjski to ciekawy atut na rynku pracy. Tyle że to nie były studia dla mnie, źle się na nich czułam i nie potrafiłam się odnaleźć. W końcu pani, która wykładała nam praktyczną naukę języka, poprosiła żebym została po zajęciach i pogadała ze mną o tym. Dzięki temu zebrałam się na odwagę, by zrezygnować ze studiów, ale to był ogromny stres... W każdym razie jestem jej za to wdzięczna.

    A te spotkania z doradcami zawodowymi to niestety jakiś nieśmieszny żart. :( Nikt nie wie jak się za to dobrze i skutecznie zabrać, więc doradcy miotają się trochę między reklamowaniem uniwersytetów a mowami motywacyjnymi - przynajmniej takie odnoszę wrażenie. I maturzyści tak naprawdę są pozostawieni sami sobie.

    OdpowiedzUsuń
  57. ja na każdym spotkaniu miałam rozwiązywanie tego samego testu, z którego nic nie wynikało. według mnie będąc w LO po prostu nie można wybrać właściwego kierunku (a jeśli się uda, to przypadkowo). wynika to nie z braku wiedzy, ale zwyczajnie z braku doświadczenia, ogarnięcia życiowego, prób i błędów, które się popełniło. niestety większość doradców zawodowych ma tendencję do "zamykania", mówienia, że kierunek, który wybierzemy na studiach, jest na całe życie. a to największa bzdura...

    OdpowiedzUsuń
  58. I mam wrażenie, że to bardzo przytłacza młodych ludzi - widzę po swojej siostrze, która jest tegoroczną maturzystką. Wszyscy dookoła mówią, że to taki ważny wybór, że zależy od niego cała jej przyszłość - nic dziwnego, że jest przerażona, też byłam na tym etapie.

    OdpowiedzUsuń
  59. no właśnie - a przecież zawód to coś, co praktycznie zawsze można zmienić. owszem, będzie się to wiązało z większym lub mniejszym wysiłkiem, ale jednak można. nie wiem, po co wmawiać 18-latkom, że to już na całe życie, że to już jedyna i ostateczna decyzja... przecież nawet na studia można pójść w każdym wieku, zrobić tyle kierunków, ile się podoba (tylko po co? to temat na inną dyskusję).

    OdpowiedzUsuń
  60. Na pewno nie jest to takie łatwe jak tuż po LO, ale możliwe. Pisałaś o tym osobne teksty? :)

    OdpowiedzUsuń
  61. nie, o wyborze ścieżki edukacji napisałam tylko ten jeden ;)

    OdpowiedzUsuń
  62. może coś jeszcze napiszę w tym temacie - w sumie to jakiś czas temu o tym myślałam :)

    OdpowiedzUsuń
  63. a o czym dokładnie chciałabyś przeczytać? :)

    OdpowiedzUsuń
  64. Wiesz co, ja już chyba nie łapałabym się na grupę docelową takich tekstów, z racji tego, że kończę studia, ale myślę, że tekstów uświadamiających, że studia nie są tak wiążące jak pójście do zakonu nigdy za wiele.

    Jeśli o mnie chodzi -- chłonę teraz wszystko nt copywritingu. :D

    OdpowiedzUsuń
  65. a według mnie nigdy nie jest za późno na takie rozwojowe teksty - zawsze można zmienić życiową filozofię albo utwierdzić się w przekonaniu, że wyznaje się właściwą :D może coś napiszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. Same skończyłyśmy filologię rosyjską z tytułem magistra trochę dlatego, że po liceum nie bardzo wiedzieliśmy, co chciałybyśmy dalej robić, a język zawsze lubiłyśmy. Obecnie zupełnie niezwiązane z wykształceniem zajęcie, ale ogólnie miło wspominamy zajęcia. Najbardziej lubiłyśmy te dotyczące literatury i kultury.

    OdpowiedzUsuń
  67. mam jednak te uprawnienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  68. ach, to super - ale i tak posłużyłaś mi za fajny przykład :D

    OdpowiedzUsuń
  69. aczkolwiek to prawda, dobrze jest przed wyborem kierunku zrobić dobry risercz. :D Gorzej, jak się jest pierwszym rocznikiem i przeciera się szlaki.. Tak jak my :)

    OdpowiedzUsuń
  70. dokładnie :( coś o tym wiem, niestety....

    OdpowiedzUsuń