niedziela, 3 lipca 2016

Jak wygląda praca w sprzedaży? Moja praktyka z Erasmus+


       O tym, jak trafiłam do Budapesztu na praktykę sprzedażową, już kiedyś pisałam (tutaj). Dla tych, którzy nie wiedzą, w dużym skrócie: nie było łatwo. Nie było łatwo przebić się przez setki ofert będących jawną próbą wyzysku. Nie było łatwo dostać się na staż, nie mając żadnego konkretnego doświadczenia związanego z tym, co chciało się robić. Nie było łatwo trafić na firmę, która rzeczywiście mogła praktykantowi coś zaoferować, a nie zatrudnić go na zasadzie "ty nam trzy lata doświadczenia, dwa kierunki studiów i pięć języków obcych, a my tobie kawę i poniżej najniższej krajowej". Nie było łatwo co chwila aktualizować CV i pamiętać adresy wszystkich serwisów, przez które wysyłało się aplikacje.

      Moje wielomiesięczne poszukiwania zakończyły się na ofercie z biura karier. Nie uniknęłam jednak bycia tanią siłą roboczą: firma zgodziła się mnie przyjąć, ale tylko w ramach Erasmus+. Dla niej oznaczało to po prostu możliwość zdobycia zupełnie darmowego pracownika, a dla mnie było, owszem, stworzoną ciekawą możliwością oraz wartą wykorzystania szansą, ale wiązało się to jednak ze sporymi komplikacjami. Nie chciałam jeździć do Polski na egzaminy, szarpać się ze zbieraniem podpisów i ustalaniem indywidualnych zaliczeń. Chciałam wziąć urlop dziekański i zrobić praktyki na spokojnie, jak człowiek. Ale nie było wyjścia: podpisałam umowę i tak trafiłam na praktykę sprzedażową. Bez żadnej wiedzy. Bez doświadczenia. Bez choćby pojęcia o tym, co właściwie będę tam robić. Nazwa stanowiska Sales & Marketing Assistant mówiła mi mniej więcej tyle, co Executive Consultant of Extensible E-Commerce Solutions (Bullshit Job Title Generator w służbie blogerowi). Co ja zrobię, jak mnie o coś zapytają i okaże się, że nie mam o niczym zielonego pojęcia? Jutro mam być w pracy o 9, a ja nie wiem, co mnie tam czeka. Wiecie co? Straszne uczucie.

       Szybko jednak okazało się, że trafiłam do miejsca, gdzie rzeczywiście mogłam zobaczyć "jak to jest zrobione". Była to firma, która prowadziła sklep internetowy z opakowaniami, a mi w udziale przypadło ogarnianie całego rynku polskiego. Ogarnianie, czyli: kontakt z klientami, dobieranie produktów, wysyłanie faktur, aranżowanie wysyłek, obliczanie kosztów transportu, rozwiązywanie problemów, kontaktowanie się z działem zaopatrzenia i magazynem. Do tego robiłam jeszcze tłumaczenia, szukałam partnerów do współpracy, kontaktowałam blogerów i wykonywałam inne, drobne zlecenia marketingowe. Sprzedaż, marketing i logistyka w jednym. Ogólnie: dość odpowiedzialne zadania, od których zależała cała aktywność na rynku polskim. Moją codziennością stały się słoiczki, nakrętki, spryskiwacze, butelki, rozmiary gwintu 24/410 i 28/400, FBOG, SAP i CRM.


       Moi rodzice do tej pory nie wiedzą, co dokładnie robiłam w pracy, ale w pamięci najbardziej utkwiło im "odbieranie telefonów". Każdy, kto zamierza szukać praktyk związanych z Customer Service, musi potrafić odróżnić ofertę sprzedażową od oferty typu call center. Pierwsza to kontakt z klientami biznesowymi - sprzedaż aktywna, doradztwo, koordynowanie procesu sprzedażowego, zarządzanie dokumentacją, niekiedy negocjacje - to wszystko daje fajne i wszechstronne możliwości rozwoju. Druga to z kolei kontakt z klientami narzekającymi - najczęściej typowe siedzenie na słuchawce i słuchanie o zepsutych pralkach i telewizorach - i tu perspektywy nie są najlepsze. Do dziś muszę słuchać, że jest to jedyna praca, jaką kiedykolwiek będę mogła znaleźć bez magicznego mgr przed nazwiskiem. A ja tymczasem mam już fajne doświadczenie, które daje mi zaplecze sprzedażowe - wiecie, jeśli już raz sprawdziliście się na stanowisku Sales Assistant, to nie będzie już tak trudno trafić na nie ponownie, a kiedyś może nawet zostać Sales Manager albo Sales Director. Po te trzy literki w razie potrzeby zawsze będzie można sięgnąć - zmarnowanego czasu, który mógł zostać poświęcony na zdobywanie umiejętności, tak łatwo się nie nadrobi.

      I w końcu: doświadczenie, jakie zdobyłam, to nie tylko punkt w CV. Dzięki pracy w sprzedaży wiem teraz, jak postępować z klientami. Wiem, jak prowadzić korespondencję mailową, co zrobić, gdy nie płacą w terminie, kiedy chcą realizację zlecenia na wczoraj, kiedy próbują negocjować niekorzystne dla firmy warunki. Wiem też, na co zwracać uwagę przy wystawianiu dokumentów, jak ważne jest tutaj pilnowanie adresów, numerów i jakie mogą być konsekwencje nawet najdrobniejszych pomyłek. Jak myślicie, co należy do najważniejszych zadań w pracy freelancera? No właśnie to. Tylko, że teraz, zamiast opakowań, sprzedaję teksty. Poza tym, jeśli kiedyś pójdę na rozmowę kwalifikacyjną, to na pytanie: Czy pracowała pani może z systemami CRM? odpowiem twierdząco i nie będę miała ochoty schować się pod biurkiem - to wszystko procentuje i jeszcze długo będzie procentować.

       I jeszcze jedno: czasem myślę, że często ważniejsze od stwierdzenia, co chcę robić w życiu, jest wiedza o tym, czego robić nie chcę. Ta praktyka była dla mnie lekcją pokory, z której nie do końca zdałam egzamin. Choć praca na etacie mi się podobała, bo wprowadziła do mojego życia porządek i regularność, której nigdy nie miałam i której zawsze mi brakowało, to jednak uważam, że 40 godzin w tygodniu spędzone w biurze i tylko 20 dni urlopu rocznie to nie jest to. Teraz już wiem, że elastyczny czas pracy oraz brak przywiązania do żadnego konkretnego miejsca są warte każdej walki. Wiem jednak także, że naprawdę lubię ten kontakt z klientem, a działka, do której na początku wcale a wcale nie byłam przekonana, okazała się być strzałem w dziesiątkę. Cytując pana Grzegorza WachowiczaCo więc takiego jest w tym zawodzie, że kiedy się do niego trafi, to już nic innego człowiek nie chce robić? Ciągłe wyzwanie, dynamika zdarzeń, moc sprawcza, uczucie wpływu na wynik. Ciekawe problemy i nieprzewidywalne okoliczności. Ja od siebie dorzucę jeszcze rozwój - bo w biznesie to właśnie sprzedaż sprawia, że ma się ochotę mierzyć wyżej i wyżej.

Więcej o Erasmusie, podróżach, życiu na Węgrzech i freelancingu na facebooku: 
Autopogoń, @autopogonblog