środa, 7 września 2016

Trzcina cukrowa to nie lekarstwo na łzy. Sanktuarium Słoni w Kuala Gandah


       Kiedy po kilku szalonych dniach podróżowania po Malezji w końcu usiadłam z laptopem na kolanach, aby stworzyć ten post, wiele razy go kasowałam i zaczynałam od nowa. Umówmy się: pisanie emocjonalnych i tkliwych tekstów zdecydowanie nie jest moją najlepszą stroną. Teraz jednak nie mogłam, no nie mogłam tak po prostu wrzucić na fanpage zdjęcia ze słoniątkiem i nie podzielić się tutaj refleksjami, jakie nawiedziły mnie podczas sobotniej wycieczki do Sanktuarium Słoni w Kuala Gandah.

          Zacznę może od tego, że nie jestem przeciwniczką istnienia ZOO ani wielu innych miejsc, w których można sobie pooglądać zwierzęta przez kraty i pokarmić je bananami. Nie dlatego, że zrobienie sobie zdjęcia ze słoniem to jakaś wybitna gratka, która potem fajnie wygląda na Facebooku, a prowadzenie stoiska z trzciną cukrową po trzy ringgity za wiązkę wcale nie jest dobrym biznesem. Ja uważam po prostu, że w dzisiejszych czasach rozwoju, wyzysku i bezrefleksyjnej konsumpcji edukacja człowieka jest dla zwierzęcia ważna na równi z posiadaniem schronienia, żywności i wody do picia. Nie jestem więc przeciwniczką ZOO - pod warunkiem, że jego wymiar naprawdę jest edukacyjny, a jego mieszkańcy mają zapewnione godne warunki życia. To, czemu się natomiast sprzeciwiam, to wykorzystywanie zwierząt dla pustej, ludzkiej rozrywki. Little Big Thing pisała ostatnio o hiszpańskiej corridzie. Ja w tym tygodniu z kolei przeczytałam aż za dużo o podłym traktowaniu zwierząt w Azji. Wolałabym na przykład, by świat był wolny od historii słonia Maxa, która jest wiernym odbiciem losu setek innych azjatyckich słoni. Nie będę się tutaj powtarzać - wiele zostało już napisane:
           "Największą bolączką dla fundacji są prężnie działające parki rozrywki, gdzie turyści mogą przejechać się na słoniu, obejrzeć program artystyczny, nakarmić słonia bananem i kupić sobie obraz namalowany przez słonia. Słonie w takich obozach są głodzone, traktowane w bestialski sposób, tresowane poprzez tortury. Pracują od rana do świtu przez 7 dni w tygodniu. Turyści nie chcą, albo nie potrafią zauważyć problemu. Dzień po dniu ściskane są mocno linami i drutami, a ławeczki dla turystów wżynają się im w kręgosłup. Średniej budowy słoń nie powinien dźwigać na swoich plecach więcej niż 100-120 kilo, a na taką ciężką ławeczkę często wciskają po 2-3 dorosłe osoby plus opiekun, poganiający słonia pałką zakończoną szpikulcem. Słoń nie może mieć nawet jednodniowej przerwy, bo wtedy nie zarabia na siebie, a raczej na właściciela. Ciężarne słonice pracują do dnia porodu i powracają do pracy dnia następnego. Słonie są wygłodzone i odwodnione, mają zainfekowaną skórę, nieleczone rany. Słoń powinien zjadać około 250 kg pożywienia i zajmuje mu to około 18-20 godzin dziennie. Te zwierzęta nie mają na to warunków! Podczas treku nie zboczą z trasy, choć na wyciągniecie trąby mają przysmaki i wartościowe jedzenie, ale boją się późniejszych konsekwencji, moczenia trąby w odchodach, nacinania lub wypalania skóry i zostawianie otwartej rany." (Źródło: Sznupkowie w podróży życia)
        Sama do końca życia nie zapomnę wymęczonego słonika z nankińskiego ZOO, mieszkającego w środku lunaparku, z wrzeszczącymi dzieciakami biegającymi dookoła i dorosłymi kopiącymi jego klatkę.

         W Malezji słonie żyją na wolności. I wcale nie mają tam łatwego życia. Czy wiecie, że ten kraj jest światowym liderem w produkcji oleju palmowego? To właśnie wycinanie lasów pod plantacje palm sukcesywnie odbiera zwierzętom ich naturalne środowisko. Kuala Gandah nie jest typowym ZOO. To ośrodek, który powstał, by ratować słonie chore i ranne, słabe, osierocone, a przede wszystkim by przesiedlać je z terenów przeznaczonych pod uprawy. Opatruje się tam rany, leczy choroby skóry, załatwia protezy, gdy słoń straci nogę w walce albo w pułapce. Nie pobiera się opłat za wejście ani nie oferuje możliwości przejażdżki na słoniu. Dlaczego jednak dwa razy dziennie odbywa się tam pokaz wyuczonych przez słonie sztuczek? Dlaczego stosuje się ankusy, o których delegalizację walczą organizacje z całego świata? Ok, rozumiem, że słonie są potrzebne do asysty przy relokacji innych słoni i że ich przygotowanie to tutaj konieczność. Ale przecież można inaczej. Można stosować inne metody, tak jak robi się to w ENP w Tajlandii. Można też ograniczyć tresurę do tego, co naprawdę konieczne i darować im te wszystkie sztuczki służące tylko zabawianiu publiczności. I czy słoniątka naprawdę muszą stać przez cały dzień w ciasnym boksie? Czy tak właśnie wyglądają prawdziwe sanktuaria? Byłam zapewniana, ale nie jestem pewna.

      A jednak to dzięki istnieniu Sanktuarium co roku tysiące turystów z całego świata ma okazję przyjechać do Kuala Gandah i zobaczyć słonie z bliska. To właśnie dzięki takim miejscom, tym wszystkim wyuczonym sztuczkom, zrobionym zdjęciom i rozdanym bananom człowiek może tak po prostu spojrzeć na żywe zwierzę i uświadomić sobie, że jest wspaniałe, mądre i wrażliwe. Że też ma swoje uczucia, emocje i zranienia, a krzywdę wyrządzoną przez człowieka pamięta najdłużej. Bo dopiero widząc to wszystko można w końcu samemu przestać krzywdzić. I wtedy nie ma już, że cyrk to dobra rozrywka, a uprawa palm gdzieś na drugim końcu świata mnie nie obchodzi.
   
         Czy Kuala Gandah faktycznie jest miejscem dobrego traktowania słoni? Mogę mieć tylko nadzieję, że naprawdę tak.


Jeszcze więcej Malezji na Facebooku: Autopogoń.

26 komentarzy:

  1. Piękny post. Sama nie jestem przeciwna ogrodów zoologicznych, ale temu co dzieje się w Azji - mówię stanowcze nie. Przechodzą mnie ciary jak widzę zdjęcia roześmianych ludzi na grzbiecie słoni lub narkotycznie ospałe tygrysy (przecież trzeba je jakoś uspokoić, żeby kogoś czasami nie zaatakowały, prawda?). Kilka miesięcy temu natknęłam się na podobny tekst na temat sanktuarium słoni w Tajlandii i pomysł chwycił mnie za serce. Idea jest szczytna i również żywię ogromną nadzieję, że słonie mają tam najlepiej, jak to możliwe. Pewnie, chciałabym to zobaczyć i sama pogłaskać taką "bestię" :) Słonie to cudowne zwierzęta i kręci mi się łza w oku na to, co dochodzi do mnie ze wszystkich stron.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja właśnie też sporo ostatnio czytałam o tym sanktuarium w Tajlandii. i chętnie bym się tam wybrała, choć do tej pory Tajlandia wcale nie była dla mnie kierunkiem priorytetowym. z tego, co się orientuję, w Chiang Mai jest prawdziwe sanktuarium, które naprawdę dobrze obchodzi się ze zwierzętami, mają nawet opcję odbycia wolontariatu. kto wie, może to będzie kolejny kierunek?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam dokładnie ten sam problem w sierocińcu słoni na Sri Lance. Tam brano pieniądze za wstęp, można było karmić zwierzęta i kąpać w rzecze, nie wolno było na nich jeździć. To też kontrowersyjne miejsce, ale na pewno lepsze niż tego typu prywatne farmy. Staram się każdemu kto jedzie do Azji uświadamiać jak ogromny i zły jest przemysł wykorzystywania tam zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis. Nie jestem aż tak bardzo w temacie z tym, co dzieje się w Azji. Uważam jednak, że zwierzęta to nie zabawki, a istoty żywe, o które trzeba dbać, zapewnić odpowiednie warunki i dobrze się nimi zajmować. Oby na świecie było jak najwięcej miejsc, gdzie zwierzęta są właściwie traktowane. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem strasznie wrażliwa na cierpienie zwierząt ;/ I wolałabym oglądać z daleka słonia na wolności niż przejechać się na nim czy oglądać sztuczki ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Z naciskiem na szczęście13 września 2016 16:12

    Świetny post! Oby więcej takich relacji. Czyta jąć o Sanktuarium zrobiło mi się tak miło...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja od wizyty w Kuala Gandah też będę się starać i aż mi się zachciało pojechać do tego sanktuarium w Tajlandii. może kiedyś!

    OdpowiedzUsuń
  8. przerażające...i powiem szczerze ciągle mało znane zagadnienie. nie bardzo wiem, jak należałoby to zmienić. dopóki będzie popyt...problem nie zniknie, czyli należy zacząć od edukacji i od zmiany postaw turystów

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to, jak Twój blog poszerza horyzonty, jaką jesteś mądrą osobą i jakim odmiennym spojrzeniem na pewne problemy potrafisz obdarzyć czytelnika. <3

    OdpowiedzUsuń
  10. och, przykre, że nawet takie miejsce nie jest wolne od tresury tych sztuczek uczonych na siłę... ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam w tym Sanktuarium, miałam podobne nadzieje do Twoich - nadal je mam. Że te słonie nie pracują całymi dniami, choć - prawdę powiedziawszy - na 100% tego nie wiem. Nikt jednak na nich nie jeździł, a wrażenia ze spotkania bezcenne. Oby więcej takich miejsc, skoro już trzeba ratować słonie przed ludźmi. [Maja]

    OdpowiedzUsuń
  12. usłyszeć coś takiego od Ciebie - bezcenne! dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  13. też nie znoszę tresowania zwierząt albo trzymania ich w okropnych warunkach tylko ku uciesze publiczności. ostatnio trafiłam na materiał pokazujący realia życia zwierząt cyrkowych z Chin, to było okropne. słoniowe sanktuarium budzi moje nadzieje, oby faktycznie zwierzętom było tam dobrze. liczę, że te słonie nie cierpią. wybiorę się tam, gdy będę w Malezji w przyszłym roku.
    PS chciałam zobaczyć, co to ankus, ale przekierowało mnie na stronę bloggera. sprawdziłam sobie w googlach, ale poproszę o poprawne zalinkowanie dla pełnego komfortu czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  14. cześć! dzięki za uwagę, link już poprawiony ;) Chiny to zupełnie odmienna historia... tam zwierzęta mają straszne warunki. do tego zachowanie odwiedzających ZOO, którzy nie są w żaden sposób świadomi ani wyedukowani - wrzaski, kopanie w klatki (dorośli ludzie!!!!!!), wesołe miasteczko tuż obok, samochodziki jeżdżące po parku, małe boksy. naprawdę, straszne doświadczenie, którego nie chciałabym powtórzyć. wybierz się do Sanktuarium, koniecznie - nawet, jeśli to miejsce nie jest w 100% wolne od przemocy, to i tak jest o wiele lepsze niż typowe parki rozrywki czy cyrk.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że w końcu wszyscy zrozumieją, że nie można źle traktować zwierząt. Ani maltretować, by były grzeczne dla turystów, ani skazywać na katusze, jak np. słonie, by zabrać ich kły.Wszystko to jakiś koszmar i kompletnie nie mogę tego zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku, zdjęcia są przecudowne. Historia mnie poruszyła, uwielbiam zwierzęta i zazdroszczę odwiedzenia takiego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  17. Sarkazm przy kawie7 października 2016 09:46

    Ech, bo to ludzkie przekonanie, że zwierzęta są "nasze". Może się kiedyś opamiętamy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Brawo! Ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać ten tekst. Choć przyznam szczerze, że kiedy uświadomiłam sobie, jakiego typu to wpis, to miałam ochotę zamknąć stronę. I nie dlatego, że z wpisem jest coś nie tak, ale zwyczajnie już nie mogę znieść tego jak ludzie są okrutni i potworni! Coraz trudniej mi mówić, że ktoś jest "ludzki", bo wcale nie czuję pozytywnego znaczenia tego słowa :(

    OdpowiedzUsuń
  19. mnie też to niezmiennie zadziwia... i też w pewnym momencie nie mogłam już czytać tych wszystkich biednych zwierząt ratowanych z rąk właścicieli parków rozrywki. nie do wiary, że człowiek może być aż tak pozbawiony empatii.

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie! I zaraz potem pojawiają się komentarze: jedne, żeby od razu mordować, rzucać na stos i dźgać czym popadnie, a drugie, wyrachowane w stylu "dziećmi się przejmujcie, a nie zwierzętami!", "głód na świecie" itd. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  21. dokładnie, a tu nie chodzi w końcu o kwestie materialne, tylko o człowieczeństwo i edukację. tak jak pisałam we wpisie, uważam, że te wszystkie wartości są tak samo ważne...

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się w kwestii ogrodów zoologicznych - dla niektórych gatunków zaczyna to być niestety jedyna szansa na przetrwanie. I zgadzam się z tym, że zwierzęta w nich trzymane powinny mieć maksimum komfortu i warunki jak najbardziej zbliżone do naturalnych, jak się da. Ok, w takie miejsca ludzie chodzą nie tylko w celach edukacyjnych, ale i dla rozrywki, ale nie ona powinna być tu priorytetem, tylko dobro przetrzymywanych zwierząt. Niestety pieniądz rządzi światem i różnie to bywa.
    Mam tak na marginesie nadzieję, że nie okaże się kiedyś, że Sanktuarium to tylko przykrywka dla bestialstwa, jak słynna Tiger Temple.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tiger Temple? o tym nie słyszałam. i nie wiem, czy chciałabym usłyszeć...

    OdpowiedzUsuń
  24. Na pewno nie chcesz oglądać zdjęć...

    OdpowiedzUsuń