poniedziałek, 17 października 2016

Malezja - to był dobry wybór


     Kiedy zdecydujesz się pojechać samemu w podróż, ludzie będą cię pytać: ale jak to, sama? Co będziesz tam robić? Przecież będziesz się nudzić. Nie będziesz nawet miała do kogo się odezwać. Będziesz wszędzie jeździć sama? Chce ci się?

       Ale ludzie często nie wiedzą, o co tak naprawdę chodzi w tym samotnym podróżowaniu. Wiecie, to wcale nie polega na tym, że jest się samemu, tylko że znajduje się towarzystwo dopiero na miejscu. Dla mnie to rozwiązanie czysto praktyczne. Po prostu - zamiast ciągnąć kogoś na siłę, zwyczajnie pakujesz się, jedziesz i poznajesz ludzi, którzy już tam są. Ludzi, którzy nie marudzą, że im się nie chce, którzy lubią podróżować tak samo jak ty, którzy wiedzą, jak zadbać o swoje sprawy i jak finansować swoje marzenia. Każdy, kogo poznałam, podróżował sam. Przestańcie już histeryzować. 

        Jeśli chodzi o Malezję, to udało się prawie wszystko. Nie dotarłam tylko na Perhentian ani Langkawi - na szczęście w Malezji jest mnóstwo pięknych wysp, a ja nie jestem koneserem rajskich plaż, więc to, co widziałam, powinno wystarczyć. Chyba wykasowałabym jednak Pangkor, a została dzień dłużej na Penang. Albo pojechała na Tioman. Poszła do Muzeum Sztuki Islamskiej w Kuala Lumpur wcześniej niż pół godziny przed zamknięciem. Darowałabym sobie świątynię Tian Hou, bo po Penang nie zrobiła już na mnie wrażenia. Wybrałabym się na dłuższy trekking do dżungli. Wypiłabym trochę więcej świeżego soku z mango. Może poszłabym do Ogrodu Ptaków. Ale tu nie chodzi przecież o to, żeby czegokolwiek żałować - w końcu fajnie jest wiedzieć, że jest po co wracać. Nie zostałabym już jednak dłużej w Kuala Lumpur - pole dance jest tam za drogi, a życie za krótkie, by spędzać tyle czasu w miejskich pociągach.

      Zrobiłam to. Widziałam tropikalne plaże, karmiłam słonie, chodziłam po dżungli i spotykałam małpy na wolności. Piłam drinki na trzydziestym piętrze wieżowca z widokiem na najpiękniejsze na świecie bliźniacze wieże, zamieszkałam w apartamentowcu z basenem, odwiedziłam jedno z najsłynniejszych na świecie ZOO i spotkałam się ze znajomymi w Singapurze. Zrealizowałam swój największy plan na rok 2016 i spełniłam największe od dwóch lat podróżnicze marzenie. Było niesamowicie.


Chcesz wiedzieć, jak zorganizowałam dwumiesięczny wyjazd do Malezji?