środa, 7 grudnia 2016

Nie chcę jechać w podróż dookoła świata


      Jeśli jesteś lub planujesz kiedyś zostać mniejszym lub większym podróżnikiem, istnieje spore prawdopodobieństwo, że pewnego dnia przyjdzie ci do głowy myśl: a może by tak wyjechać w podróż dookoła świata? I nieważne, czy to nieodparte pragnienie przygody, prawdziwe i bezwarunkowe uczucie, czy tylko przelotny romans z artykułem motywacyjnym. Ta mityczna wyprawa niejednemu już zawróciła w głowie. To właśnie z jej powodu ludzie rzucają studia, zostają freelancerami, zbierają borówki w Skandynawii, odmawiają sobie drinków na mieście i nowej patelni Tefal C21006 Revelation.

         Piszę ten post, siedząc w mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Za oknem polska jesień (czy może już zima?) w swoim nie najlepszym wydaniu, ceny w kawiarniach w centrum nie zawsze pozwalają się rozgrzać dobrą herbatą. Mogłam przecież zostać jeszcze trochę w Azji i przeczekać tą złą porę. Mogłam dalej mieszkać w Budapeszcie, ogrzewać swoją kamienicę starym piecykiem, pić Szilva Unicum i najlepsze grzane wino. W końcu długo walczyłam o to, by móc w każdym momencie tak po prostu rzucić wszystko i gdzieś wyjechać. A jednak jakimś cudem jestem teraz tutaj i pierwszy raz od dawna wcale nie marzę o tym, żeby być tam. Pomyślicie sobie teraz: no i co z ciebie za bloger podróżniczy, który już nie chce podróżować. A ja wam powiem, że chyba zbyt często słuchamy, gdy inni mówią nam, czego powinniśmy chcieć.

       No bo czym właściwie jest podróż dookoła świata? Co jest takiego fajnego w tym całym okrążaniu globu? Czy wystarczy odwiedzić dwa państwa w Azji, Australię i Stany Zjednoczone, aby się liczyło? Czy jeśli zwiedzimy Meksyk i Brazylię, ale bez Argentyny i Kolumbii, to Ameryka Południowa jest zaliczona? Nie mogę uwierzyć w to, że są podróżnicy, którzy sięgają po takie absurdy. I że naprawdę ktokolwiek chciałby upchnąć tak wielki i piękny świat w tylko jednej, nadmuchanej podróży.


   Czym taka podróż dookoła świata byłaby teraz dla mnie? Chyba tylko wywieszaniem w autobusach mokrego ręcznika. Taszczeniem wielkiego plecaka ze wszystkimi rzeczami, jakie tylko mogą mi się przydać w ciągu najbliższego roku, w każdej możliwej strefie klimatycznej. Zastanawianiem się, czy będę miała jutro miejsce do spania i okazję, żeby w końcu zrobić pranie. Kalkulowaniem, ile dni powinnam jeszcze zostać w danym mieście, czy muszę już jechać dalej i na ile jeszcze starczy mi pieniędzy. Poznawaniem co chwila ludzi, którzy przecież i tak jutro znikną. Życiem bez bliskich. Życiem na Skypie i słuchawce, z telefonem w ręku i ciągłym szukaniem darmowego wi-fi w przypadkowych restauracjach.

       Nie wiem - może ja po prostu za dużo najeździłam się już tym autostopem, żeby pisać się na kolejną dziką eskapadę z plecakiem. Może byłam już na zbyt wielu spotkaniach couchsurfingowych, żeby nie zorientować się, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi i stwierdzić, że takie życie bez mianownika jednak nie jest dla mnie. A może czasem po prostu warto odpuścić i zamiast znów poświęcać godziny na szukanie biletów i rozpaczliwe pisanie do hostów, lepiej jest po prostu posiedzieć w tym mieszkaniu na Ursynowie z listami Osieckiej i kubkiem gorącej herbaty. Pewnie jeszcze nie raz będę pakować się w podręczny do wizzaira, wynajmować najtańsze mieszkania i przechodzić całe miasto na piechotę. Czasem jednak przychodzi czas, kiedy chce się w końcu zamieszkać w pokoju z własną łazienką, dostać czysty ręcznik i wiedzieć, że ktoś mnie wreszcie odbierze z lotniska.


Jeśli i Ty masz teraz podobne pragnienia, zajrzyj do biura podróży Itaka i sprawdź ich ofertę. 
Bo przecież nikt nie powiedział, że nie można od czasu do czasu skusić się na to, by podróżować po prostu wygodniej.

66 komentarzy:

  1. ciekawe podejście do tematu i przyjemny tekst:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Krystyna Polek7 grudnia 2016 11:58

    chyba najważniejsze w tej pogoni za wrażeniami, przeżyciami jest świadomość, że masz do kogo i gdzie powrócić... :) ale podróże są wspaniałe i wnoszą dużo do naszego życia, jednak myślę że tylko nimi nie da się żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, że to jeden z fajniejszych tekstów, który czytałam u Ciebie, jakoś szczególnie mi bliski....mam wrażenie, że dojrzały i szczery. Zatem życzę Ci chwilę wytchnienia i spokoju ducha podczas odpoczynku we własnym mieszkaniu, na podroze na pewno przyjdzie czas...

    OdpowiedzUsuń
  4. jasne! podróże to zdecydowanie najlepsze, czego można w życiu doświadczać. tyle, że zbyt częste i intensywne wyjazdy bardziej męczą niż ekscytują, dlatego czas na przerwę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam podróżować i podziwiam wszystkich, którzy ważą się na tak odważny krok jak podróż dookoła świata, ale... to zupełnie nie moja bajka. Lubię podróżować z myślą, że mam do czego wrócić, że w gruncie rzeczy, gdzieś tu na świecie jest mój dom i moje ustabilizowane życie. Jasne, chciałabym zobaczyć wszystko - każdą małą dziurę, ale wolę zrobić to na raty. Pojechać i wrócić. I znów pojechać. Ot, taki ze mnie typowy nietypowy podróżnik-turysta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tak samo! zastanawiałam się, czy nie kupić one way ticket do Malezji, ale to serio nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Magdalena Bodnari8 grudnia 2016 14:55

    Podróż "dookoła świata" to bardzo trudna i męcząca robota jest. Dobrze mieć punkt zaczepienia. Ja zawodowo piszę przewodniki - to jest super opcja, bo wydawnictwo wysyła mnie w różne miejsca. Ale najlepiej zwiedza się mieszkając trochę to tu to tam w różnych zakątkach globu. Mieszka, pracuje, żyje z ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawda jest taka, że świata nie da się zwiedzić "ot tak" i nie wyobrażam sobie podróży dookoła świata. Wolę zwiedzać na spokojnie, wybrane przez siebie destynacje.

    OdpowiedzUsuń
  9. o jeeeej! taka praca to po prostu marzenie :) żeby mnie tak ktoś gdzieś zawodowo wysyłał, a tu muszę się wysyłać sama :P
    i zgadzam się - bycie gdzieś przez kilka dni to nie to samo, co mieszkanie. dlatego chciałam zostać aż 1,5 miesiąca w Malezji zamiast skakać po wszystkich krajach Azji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo to wszystko patetyczne, ale i prawdziwe w tym samym momencie. Masz rację, że podróż dookoła świata to coś w rodzaju mitycznej wyprawy, która dla wielu jest sprawą priorytetową, dla której można i wręcz trzeba podporządkować swoje życie. Jak Ty, z podziwem patrzę na takich ludzi, ale też z szacunkiem odnoszę się do tych, którzy potrafią powiedzieć na głos: "jestem tutaj, zostaję, tu jest mój dom i jestem człowiekiem spełnionym". Zawsze będziesz miała wybór, jak już znudzi Ci się spokój ulubionych ścian, będziesz mogła z jeszcze większą przyjemnością rzucić się w wir przygody! P.s. Podoba mi się tu u Ciebie! Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja lubię takie pół na pół. Czasem wygoda, czasem trochę trudu, żeby potem doceniała swój cudowny materacyk i kaloryfer z ciepłym ręcznikiem u boku ;) A co do podróży, szczególnie takich długich, jak dookoła świata, to mnie zdecydowanie bardziej odpowiada pomieszkiwanie tu i tam na dłuższy czas :) Wtedy lepiej poznaje się atmosferę danego miejsca, można robić wypady do przeróżnych miast, wsi i innych cudów. Ach, rozmarzyłam się ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie podróże dookoła świata są chyba dla tych, co zawsze w pędzie, bez wolnego czasu, ale z determinacją odhaczania zaliczonych spraw. Zdecydowanie bardziej wolę delektować się podróżami, jeździć mniej, ale z większą intensywnością poznawania ludzi i miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie się marzy podróż, ale taka, by w jednym miejscu zostać przynajmniej trzy miesiące, poznać ludzi, ich styl życia, poodwiedzać zakamarki i dopiero ruszyć dalej. Na szczęście mój mąż marzy podobnie, więc kiedyś to zrobimy. 😊

    OdpowiedzUsuń
  14. powodzenia! :) ja też wolę ostatnio takie slow travelling, dlatego tak dużo czasu spędziłam w Malezji. nie żałuję, to było o wiele lepsze niż skakanie po wszystkich krajach Azji i zwiedzanie wszystkiego po łebkach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. z tym samym mi się to kojarzy :) wiadomo, podróżować można różnie, a w takiej podróży dookoła świata można być nawet przez kilka lat i naprawdę dokładnie zwiedzać wszystkie państwa. tyle, że ja po prostu nie mogłabym być tak długo poza Polską i domem.

    OdpowiedzUsuń
  16. dokładnie! mi tam się super mieszkało w Malezji ;) myślę, że 6-7 tygodni to optymalny czas, żeby poznać dane miejsce, kulturę i stwierdzić, czy mamy ochotę zostać dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. dziękuję :) no, ja właśnie robię sobie krótką przerwę od podróży, bo ostatni rok był na tyle intensywny, że zaczęłam już czuć przesyt. nie mogę się doczekać, kiedy znów nawiedzi mnie ta podróżnicza ekscytacja :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Oczywiście ze wszystkim, co tu napisałaś się zgadzam. I choć u nas podróże autostopem stanowił nikły procent, to podejście do tematu mamy takie samo.

    OdpowiedzUsuń
  19. Odhaczanie kolejnych miejsc i wymierzanie czasu, aby zwiedzić jak najwięcej i jednocześnie jak najtaniej, potrafi moim zdaniem popsuć urok podróży. Ja osobiście lubię być niezależny, iść gdzie chcę i kiedy chcę, ruszyć dalej, gdy czuję, że zrobiłem wszystko, co chciałem. Oczywiście nie zawsze jest ku temu okazja, ale dążę do takiego stanu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. podejrzewam że ludzie mówiąc o podróży dokoła świata, często mają wizję ekskluzywnych hoteli, komfortowych środkow lokomocji i ogólnie odbycie takiej wycieczki na bogato ;) albo w ogóle nie mają żadnej wizji, po prostu mają na myśli, że chcieliby zobaczyć dużo wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń
  21. ja najczęściej czytam o takich podróżach na blogach raczej lowcostowych, czyli "zobaczyć jak najwięcej za jak najmniej/za w miarę rozsądne pieniądze". ale według mnie właśnie to "zobaczyć jak najwięcej" to pułapka. oczywiście, każdy ma prawo podróżować jak chce, ale ja na takim wyjeździe czułabym się raczej tak, jakbym zobaczyła wszystko i nic.

    OdpowiedzUsuń
  22. i o to chodzi :) fajnie robić coś naprawdę po swojemu, a nie pod presją.

    OdpowiedzUsuń
  23. ten autostop to tylko taki przykład ;) to pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy, gdy pomyślałam o podróżniczym zmęczeniu ;p przygoda przygodą, ekscytacja ekscytacją, ale takie eskapady potrafią nieźle wykończyć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ula z prostoofinansach11 grudnia 2016 17:23

    Dla podróż dookoła świata to dla mnie przenośnia, czegoś w stylu, żeby zobaczyć jak najwięcej, albo jak najbardziej różnorodne zakątki świata :) Sama nie wiem, które to miałyby być ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. dla mnie podobnie. skoro można podróżować przez całe życie, to po co się spinać, żeby zrobić wszystko za jednym razem? :)

    OdpowiedzUsuń
  26. dla mnie to też przenośnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zobaczenie czegos tylko po to aby odchaczyc, ze sie bylo - mija sie z celem. Ja wole pobyc dluzej w jednym panstwie i poznac je doglebnie, niz smigac w dwa tygodnie po trzech kontynetnach i wiekszosc czasu spedzic w samolotach lub autobusach. Mnie nigdy nie porywala wizja podrozy dookola swiata i ciesze sie, ze w koncu widze, ze ktos ma podobne odczucia :)
    Sama nie mam jakos wiele czasu na wakacje, bo najczesciej jezdze gdzies na okolo 3-4tygodnie, ale zawsze staram sie aby to bylo jedno panstwo, maksymalnie dwa sasiadujace ze soba - zalezy od wielkosci i tego co moge tam zobaczyc. Jasne, ze lepiej byloby posiedziec dluzej, albo miec wakacje czesciej i zobaczyc wiecej swiata.. ale na wszystko czas przyjdzie :]

    OdpowiedzUsuń
  28. Na podróż dookoła świata bym się pewnie nie odważyła, chociaż czasem tęsknie za starymi latami kiedy pół życia spędzałam w autobusie ze Szczecina do Wrocławia, z Wrocławia do Monachium, z Monachium do Brukseli, itd. Nie podoba mi się wieczne czekanie w jednym miejscu ze względu na stan zdrowia, zwłaszcza, że praca mnie nie ogranicza, ale z drugiej strony - czasem lepiej jest dłużej pobyć w jednym miejscu, odkryć nowe miejsca - mieszkając pół życia w jednym miejscu przypadkiem odkryłam piękne i nietypowe jak na moje miasto podwórko (aż podeślę zdjęcie: https://www.instagram.com/p/BB2180ohGAC/?taken-by=dtlecky, bardzo przypomina mi francuskie uliczki, zwłaszcza w okolice Montmartre w Paryżu - nie wiem czy to jeszcze Montmartre czy już nie) i byłam zaskoczona, a wszystko przez przyjaciółkę, która potrzebowała ustnika do saksofonu, gdzie całe życie byłam przekonana, że sklep z instrumentami znajduje się obok drugiej bramy, a nie ma drugą część w 1 podwórku. Czasem dobrze jest odpocząć, nie robić sobie takiego "poganiania" :)

    OdpowiedzUsuń
  29. my nigdy nie chcieliśmy jechać w podróż dookoła świata. tak jak piszesz "Czy wystarczy odwiedzić dwa państwa w Azji, Australię i Stany Zjednoczone, aby się liczyło? Czy jeśli zwiedzimy Meksyk i Brazylię, ale bez Argentyny i Kolumbii, to Ameryka Południowa jest zaliczona?" - to jakiś kompletny absurd. my za nic nie zamienilibyśmy naszego podróżowania, po kilka miesięcy w jednym miejscu, na spokojnie... w międzyczasie cały czas pracując, po to, żeby móc tak żyć. nasza podróż będzie w ten sposób trwała całe nasze życie. a jak będziemy chcieli pobyć w Polsce, albo w Europie to zostaniemy też i tu na chwilę, bo przecież tu też jest tyle pięknych miejsc. czym Bieszczady, Kaszuby, czy Mazury ustępują tak obleganej ostatnio Tajlandii, czy Bali? kto wie, może kiedyś wśród Polaków modne będą podróże dookoła Polski...

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak patrzyłam na tych odważnych ludzi, którzy wyruszają w podróż dookoła świata, to myślałam "Wow! Też bym tak chciała!". Ale potem kiedy budziłam się w nocy w swoim łóżku i wyobrażałam sobie, że miałabym teraz spać na ulicy albo u totalnie obcych ludzi gdzieś na końcu świata, to jakoś mi się odechciewało. Podróże są super, ale ta dookoła świata nie jest dla każdego. Dwa razy byłam w obcym państwie na 2 miesiące i zawsze niesamowicie cieszyłam się na myśl, że wracam do domu. Chyba jestem taką osobą, która lubi równowagę. Trochę tego i trochę tego. Niestety nadchodzi czas kiedy zaczynam tęsknić za inną kulturą. Chętnie bym teraz gdzieś wyjechała... :)

    OdpowiedzUsuń
  31. ja teraz akurat odpoczywam, ale na pewno niedługo najdzie mnie na jakiś wyjazd ;) a tęsknię za bardzo wieloma kulturami... i oprócz tych wszystkich nowych miejsc, które chciałabym odwiedzić, chętnie wróciłabym też do paru, w których już byłam.

    OdpowiedzUsuń
  32. ha, ja właśnie zaczynam wędrówkę po kraju - tak mało tu widziałam! ale fakt, mieszkałam całe życie w miejscu, z którego ciężko było się gdzieś wydostać, więc wycieczka do takiej Łodzi, Poznania czy Gdańska była naprawdę skomplikowanym przedsięwzięciem. ja też ostatnio praktykuję slow travel. dwa miesiące w Malezji to było to! i nie chciało mi się skakać po różnych krajach i spędzać tam po kilka dni.
    rozumiem, że jesteście z gatunku cyfrowych nomadów? ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. świeeetne to podwórko! w moim rodzinnym mieście też pewnie jest ciągle wiele do odkrycia. ja praktykowałam takie szybkie podróżowanie na studiach - dwa dni tu, trzy dni tam i do domu. nie miałam wtedy czasu na dłuższe podróże i chciałam maksymalnie wykorzystać dosłownie każdy wolny dzień, więc wyjazdy były naprawdę intensywne. na szczęście teraz mam więcej czasu, więc mogę spokojnie wszystko zwiedzać w moim tempie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. wow, 3-4 tygodnie to całkiem dużo ;) akurat, żeby zobaczyć dwa państwa. wiesz, wszystko zależy, jaki preferuje się styl podróżowania - jeśli ktoś lubi szybko i intensywnie, to w te 3-4 tygodnie można zwiedzić i całą Azję. tyle, że nie każdego bawi np. skakanie po samych stolicach albo zahaczanie tylko o najbardziej typowe atrakcje. tutaj trzeba według mnie znaleźć złoty środek, swój sposób, a nie gonić za pustymi hasłami ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja miałam takie życie w liceum - pon-pt szkoła, a po szkole wyjazd do Niemczech i powrót prosto do szkoły. Jedno dobre, że za młodu trochę zwiedziłam, bo teraz - zwiedzam galerie handlowe w moim mieście :D

    OdpowiedzUsuń
  36. A wiesz, że jakiś czas temu dokładnie to samo mi przyszło do głowy - kiedy dookoła świata to rzeczywiście dookoła świata? I czy przelecenie w biegu przez dany kraj tak naprawdę pozwala nam go poznać. Takie tam rozkminy po powrocie z Tajlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  37. mi taka myśl po raz pierwszy narodziła się chyba podczas czytania blogów ;) tak jak napisałam - ktoś był w Australii, zwiedził kilka krajów Azji, nawet nie zahaczył o Afrykę, tylko skoczył jeszcze do dwóch państw w Ameryce Południowej, i to już? :P

    OdpowiedzUsuń
  38. mamy to szczęście, że tak :) chociaż wolimy określenie "location independent" :) ostatnie dwa lata spędziliśmy w podróży przez Amerykę Północną , z czego w Kanadzie mieszkaliśmy i jeździliśmy łącznie przez 18 miesięcy (więc nie wiem czy można bardziej "slow":)) już chyba nigdy nie zrezygnujemy z takiego życia/podróżowania, choć krótkie wypady też nam się zdarzają :)

    OdpowiedzUsuń
  39. a czemu tak? nie da rady się gdzieś wybrać raz na jakiś czas? :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Ciężko mi czas pogodzić, np. niby mam urlop, ale mam jeszcze zobowiązania wobec firmy dla której zajmuje się grafiką i z dnia na dzień coś potrafi wypaść, a jakbym miała podróżować z całym zestawem, który potrzebuje do zrobienia nawet małej pracy to chyba bym oszalała :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Och, posiedź na tyłku dla odmiany - zatęsknisz. :)

    OdpowiedzUsuń
  42. no właśnie! :D posiedzieć w domu też kiedyś trzeba ;p

    OdpowiedzUsuń
  43. rozumiem. no, ja jak gdzieś jadę i wiem, że być może będę musiała stamtąd popracować, to po prostu biorę komputer, na którym mam wszystko, czego mi potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  44. ojej! 18 miesięcy w Kanadzie! no, to że tak powiem, ładnie musicie zarabiać, skoro Was stać :D dla moich zarobków miejsca typu USA, Kanada czy Australia są niestety nieosiągalne.

    OdpowiedzUsuń
  45. Super jest zwiedzać różne miejsca, ale jednak najlepiej w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  46. " ja wam powiem, że chyba zbyt często słuchamy, gdy inni mówią nam, czego powinniśmy chcieć." - moje życie zmieniło się, kiedy 2 lata temu, zdałam sobie z tego sprawę. Ja kocham podróże, ale lubię też wygodę, więc podobnie jak Ty, lubię mieć do czego wracać. Piękne miejsca mogę odwiedzać raz po raz, a nie muszę ich odwiedzić za jednym razem. Z drugiej strony zbyt długie siedzenie w domu sprawia, że wariuję, ale od tego jest dobry plan. :)

    OdpowiedzUsuń
  47. dlatego właśnie łączymy pracę z podróżą. inaczej musielibyśmy wykonać skok na bank (i to nie jeden;)) dzięki temu możemy żyć w sposób, o którym marzyliśmy. urlopu nie mieliśmy od kilku lat, ale to nie wielka cena, gdy prawie każdy weekend (poza tym, w który lecimy/jedziemy w nowe miejsce) spędzamy w nowym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  48. 3-4 tygodnie raz do roku nie brzmi tak duzo gdy slyszysz ile podrozuja "blogerzy" :) Ale tak jak piszesz - dla mnie to duzo i mi wystarcza. Nie lubie tylko gdy ktos na sile probuje mi wmowic, ze to co ja robie jest zle, powinnam wyrwac sie z "korpo", sprzedac dom i podrozowac za $2 dziennie... Nie kazdego rusza taki styl podrozowania - ja tam lubie odrozniac prace od wakacji i nie udawac, ze mam biuro na balkonie w Tajlandi. :) Jak jade na wakacje to nie uzywam komputera przez 4 tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  49. ja kiedyś tak robiłam - jak wyjazd, to zero internetu. obecnie to się trochę zmieniło ze względu na pracę - pracując jako freelancer i będąc cyfrowym nomadą nie zawsze mogę sobie pozwolić na to, by przez dwa tygodnie nie odpisywać na maile. na szczęście dzielę wyjazdy na takie, które chcę łączyć z pracą i te, na których mogę odpocząć :) i nie jest aż tak trudno złapać balans.
    a co do blogerów, to ja się często zastanawiam, jak oni to robią, że mają na to wszystko nie tyle pieniądze, co czas...

    OdpowiedzUsuń
  50. oj, brak płatnego urlopu - dobrze to znam ;) ale z drugiej strony, przy dobrej organizacji można mieć urlop bez ograniczeń albo po prostu spędzać czas bardziej produktywnie. to i tak lepsze niż proszenie się o wszystko u szefa ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. dokładnie! też nie lubię siedzieć za długo w domu (choć obecnie działam w trybie "chcę wreszcie odpocząć").
    i też nie widzę sensu w odwiedzaniu wszystkiego za jednym razem ;) świat jest za fajny na oglądanie go "po łebkach"!

    OdpowiedzUsuń
  52. coś w tym jest :) po prawie dwóch latach stwierdzamy, że mimo braku urlopu lepiej być swoim własnym szefem i nauczyć się dobrze dysponować swoim czasem...

    OdpowiedzUsuń
  53. Dla mnie tak w zasadzie wygląda całe życie, bo absolutnie nie jestem podróżnikiem. Jestem typowym turystą. Jedyny autostop, który próbowałam złapać, to ten z Czorsztyna do Knurowa (mała wiocha w Pieninach) bo busik nie chciał przyjechać... Dla mnie całą magią wyjazdów jest to, że mogę prawie cały rok siedzieć w mieszkaniu, uczyć się na studia, czytać książki i oglądać mapy, planując wakacyjną podróż. Magią jest to, że idę w wakacje do pracy, zarabiam podstawowe kilkaset złotych na podróż, i w końcu mogę we wrześniu wsiąść do pociągu i jechać w kolejne góry, wyłączyć się od świata, odciąć od internetu i znowu przez tydzień być dzikim człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, że miałabym lecieć w jakieś miejsce na świecie tylko dlatego, że akurat były tanie bilety, że tak bez planowania, bez noclegów zabukowanych trzy miesiące wcześniej... Ale za wygodą jeszcze nie tęsknię, na swoich wojażach śpię w dziurawych schroniskach na szczytach, chodzę z całym dobytkiem na plecach i jem same zupki chińskie, żeby było taniej. Bez tego nie ma romantyzmu studenta-wędrownika :D

    OdpowiedzUsuń
  54. no jasne! w takim razie powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  55. to jesteś górskim człowiekiem! ;) ja też uwielbiam takie wyjazdy od czasu do czasu - przynajmniej raz w roku muszę się przebiec po Bieszczadach. i wtedy jest tak, jak piszesz - schroniska za 15 zł, dziurawe spodnie, codziennie kabanosy i jajecznica zamiast obiadu - uwielbiam ten klimat! ale mimo to nie potrafiłabym się ograniczać tylko i wyłącznie do takich wyjazdów. staram się łapać także inne okazje, żeby zobaczyć jak najwięcej i skorzystać z jak największej liczby możliwości. już dawno oduczyłam się planowania wszystkiego z dużym wyprzedzeniem i taka otwartość bardzo mi pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Natalia Jaranowska19 grudnia 2016 19:09

    Dość szybko Ci przeszło...:) najważniejsze to robić to co się chce! pzdr

    OdpowiedzUsuń
  57. A ja własnie chciałabym kiedyś pojechać może nie w podróż dookoła świata, ale przeznaczyć np jeden rok na poznanie kilku krajów będąc cały czas w podróży. :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Drobniejsze wyjazdy mam przeważnie nieplanowane, szczególnie że mój tata jest mistrzem wyjazdów w stylu "Ej, do Gdyni wpłynęły fajne okręty NATO, można zwiedzać, wyjeżdżamy jutro o szóstej!", a ja jestem jego wierną uczennicą :D Ale góry muszę mieć dobrze zaplanowane, jeżdżę co roku, od 10 lat, i to wręcz taka tradycja. W Bieszczady w przyszłe wakacje jadę pierwszy raz ^^

    OdpowiedzUsuń
  59. ojej, to świetnie! ja w Bieszczady od 5 lat co roku i nigdy nie mam dosyć, mam nadzieję że Tobie też się tam spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  60. ja bym już tak nie chciała, bo uważam, że rok w ciągłej podróży byłby dla mnie zbyt wykańczający, ale ogólnie pomysł całkiem ok, jeśli komuś to pasuje. ja wolałabym raczej zatrzymać się na rok w jednym miejscu i zwiedzać pobliskie miejsca czy kraje.

    OdpowiedzUsuń
  61. hmm, po 4 latach - czy ja wiem, czy tam szybko? ;) chociaż ja wcale nie twierdzę, że podróżowanie mi przeszło - po prostu potrzebuję chwili przerwy :)

    OdpowiedzUsuń
  62. ja bym chciała :) i tak żyje 'na walizkach'

    OdpowiedzUsuń
  63. Ciekawe spostrzeżenia. Generalnie dużo zależy od tego jaką mamy percepcję świata, na co się nastawiamy, na co się godzimy, jaki mamy plan, czy środki na podróż. Piękne jest to, że wszystko jest możliwe i w zasięgu ręki :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  64. też tak żyłam, ale właśnie mi przeszło :P

    OdpowiedzUsuń