poniedziałek, 13 lutego 2017

Jak pracować zdalnie w podróży?


       "Pani Klaudio, czy możemy się umówić na Skype o 20?". "Drogi Panie Kliencie, ale u mnie będzie wtedy 2 w nocy!". W ten oto sposób muszę wspomnieć tutaj o tych kilku niedogodnościach pracy w tropikach. Trochę ich pewnie będzie - ale tylko trochę. Bo tak właściwie, to czy zdalne pracowanie w podróży naprawdę jest aż takie fajne? Już odpowiadam: tak. Jest.

          Budzę się rano i pierwsze, co robię, to włączam wiatrak. W Malezji zawsze jest tak gorąco, że każdej nocy niemal walczę o to, żeby w ogóle zasnąć - ten wiatrak po prostu ratuje mi dzień. Wiem, że gdy wyjrzę przez okno, zobaczę to, na co od kilku tygodni mogę patrzeć codziennie - góry i condominium z basenem widoczne z 19 piętra mojego apartamentowca. Biorę prysznic i z mokrymi jeszcze włosami zjeżdżam windą na sam dół, na śniadanie do małej, pakistańskiej knajpki. Każdy mnie tam już zna i czuję się trochę tak, jakbym była w domu. Zamawiam to, co zawsze - roti planta albo roti milo - i herbatę, która jak zwykle jest zdecydowanie za słodka. Za wszystko płacę kilka złotych - takie uroki mieszkania w Azji, że można nie gotować i jeść dobrze za grosze. Siadam przy stoliku nad brzegiem basenu, piję moją herbatę, płacę, na koniec robię jeszcze zakupy w małym markecie. No i wracam na górę, przekręcam klucz w drzwiach mieszkania, odpalam komputer i rozpoczynam dzień pracy, słuchając cichego brzęku wentylatora i patrząc od czasu do czasu na góry za oknem.

         Cieszę się, że mam 6 godzin przewagi względem deadlinów. Jeśli coś ma być zrobione do 18, oznacza to, że mam na to czas do północy. Ale rzadko korzystam z takiej taryfy ulgowej - wieczorem zwykle wychodzę z mieszkania, idę na stację metra, wsiadam do klimatyzowanego pociągu i jadę prosto do centrum Kuala Lumpur. Jeśli nie idę akurat na trening (w Malezji też mają szkoły pole dance!), to spaceruję po mieście, spotykam ludzi, piję drinki w Sky Barze (tylko w środy - Ladies Night) albo jem kolację w dzielnicy indyjskiej. A potem znów wsiadam do pociągu, wracam do swojego mieszkania, po drodze kupuję świeży sok z bananów i mango i myślę, że chyba jest całkiem dobrze. Jest dokładnie tak, jak zawsze chciałam, żeby było.


         Mówią, że praca w podróży wcale taka fajna nie jest. Że tak naprawdę to nie da się pracować na plaży, bo nie ma prądu, bo sok z kokosa wylewa się na klawiaturę, a równikowe słońce świeci prosto w monitor. Ale co oni tam wszyscy wiedzą. Bo czy może być coś lepszego od tych śniadań nad brzegiem basenu, koktajli z mango i widoku gór za oknem?

         "Pani Klaudio, życzę Pani miłego dnia, bo patrząc na godzinę wysłania wiadomości widzę, że będzie on bardzo intensywny" - pisze ktoś, kto dostał mojego maila o 4:40 polskiego czasu. Droga Pani Klientko, myślę. On wcale nie będzie aż taki intensywny. Ja po prostu pracuję w innej strefie czasowej.


Chcesz otrzymywać wskazówki dotyczące pracy zdalnej i podróży?

45 komentarzy:

  1. Marina Furdyna13 lutego 2017 12:13

    Gdybym to ja zatrudniała osobę, która robiąc moją pracę dodatkowo ogarnia sobie życie gdzieś po drugiej stronie globu, z pewnością byłabym spokojna o powierzone zadania, ba promowałabym na prawo i lewo. Taki multitasking to dobra rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anna Zachariasiewicz13 lutego 2017 12:55

    Podziwiam Cię! Też myślę o pracy zdalnej w Azji, chociaż nie w Malezji, więc będę obserwować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki i powodzenia! daj znać, jak Ci idzie :) o jakim kraju myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, praca w innych strefach czasowych nie zawsze jest taka zła, chociaż spotkania 2 godziny przed moimi godzinami pracy, które sobie wybrałam nie raz psują mi cały dzień - jednak 8 godzin snu to dla mnie obowiązek :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi jak idylla. :) Świetnie, że miałaś odwagę zrobić coś takiego i teraz możesz "pić szampana", pracując jak lubisz i będąc tam, gdzie chcesz być. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka praca ktora mozna wykonywac zewszad to skarb :) ale trzeba tez byc nielicho zdyscyplinowanym zeby to wszystko ogarnac ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. dokładnie - dyscypliny potrzeba ogromnej, bo pokus jest mnóstwo ("a może by tak gdzieś pojechać, a nie pracować?" :P). ale na szczęście da się to ogarnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie zawsze jest taką idyllą, ale na pewno daje dużą swobodę, której nie zamieniłabym na nic innego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj, znam to :( czasem klienci chcą rozmawiać o dziwnych godzinach, np. o 22, 21. a ja wtedy mam już ochotę gdzieś wyjść, zająć się życiem, a nie spędzać wieczór przed komputerem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawi mnie, czy trudno osiągnąć coś takiego? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestemy w etapie poszukiwaniu takiego praca <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojacie! Zazdroszczę tego soku z kokosa wylanego na klawiaturę <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Praca zdalna ma swoje plusy i minusy. Znam to,bo sama tak pracowałam. Różnica taka,że w domu.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Violetta Chojnacka16 lutego 2017 23:02

    Chyba tak troszkę zazdroszczę :). Przez rok mieszkałam w Azji, w Kuala Lumpur przez trzy miesiące. Do tej pory wspominam moje azjatyckie śniadania, czyli wyczekiwanie aż Pani z owocami podjedzie na swoim skuterze pod mój blok :). Do Azji wracam zawsze z nostalgią, gdybym mogła zamieszkałabym tam znowu. Ale jeszcze tydzień i czekają wymarzone Filipiny :)!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ fantastyczna energia z tego artykułu...wali po wszystkich zmysłach! ;) Co Ty w tej zdalnej pracy robisz?...Iluż ja takich ludzi spotkałam w podróżach różnych...i niektórzy nawet stali się bohaterami moich blogowych opowieści...tylko niestety byli to sami programiści. Niestety, bo to odległe od mojego zawodu o całe gwiezdne galaktyki ;) W każdym razie w Malezji w Taman Negara i jego okolicach internet jest bardzo kiepski (tam poznałam dziewczynę, która właśnie organizuje konferencję online poświęconą temu tematowi https://web.facebook.com/freedomsummitonline/ i ja pewnie będę o tym pisać, a w Canggu na Bali na tyle znakomity, że znajduje się tam cała mekka cyfrowych nomadów, o czym stworzyłam nawet jedną quasi romantyczną opowieść: http://www.hamaklife.com/azja/indonezja/cyberspace-is-home/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. super, poczytam! ja nie jestem programistą - piszę teksty na zlecenie, czyli pracuję jako copywriter :) w Kuala Lumpur Internet działał bardzo dobrze, wiadomo, że są na świecie miejsca, gdzie łącza nie ma, i trzeba być na to przygotowanym. a czym się zajmujesz, jeśli mogę zapytać? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. super!!! ja na pewno jeszcze kiedyś wrócę do Azji. raczej nie na dłużej (nie wyobrażam sobie już mieszkania z dala od rodziny), ale na kilka tygodni na pewno :) następnym kierunkiem będzie najprawdopodobniej Tajwan, może w połączeniu z Filipinami właśnie. powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja też na ogół pracuję w domu, ale plusem jest tutaj to, że mogę też wyjeżdżać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. mi się nie zdarzył, ale niektórym, którzy próbowali pracować na plaży, podobno tak :D

    OdpowiedzUsuń
  20. czy ja wiem? przede wszystkim trzeba znaleźć coś, co się potrafi robić. po drugie, nauczyć się obsługi klienta. po trzecie, nie poddawać się po małych porażkach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki. :) Mam jeszcze jedno pytanie, odnośnie do copywritingu - specjalizujesz się w jednym temacie, czy piszesz na wiele różnych, jakie sobie klient zamarzy? Pytam, bo sama zaczynam działać w tym kierunku, ale niestety na moich studiach powiedzieli mi tylko "nie wiem, po co jesteście na tym copywritingu, przecież to nie ma przyszłości". ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fantastycznie opisałaś swój dzień pracy! Aż ma się wrażenie, że się tam jest razem z Tobą.
    O.

    OdpowiedzUsuń
  23. Najważniejsze że podoba Ci się taka forma pracy i odpowiada taki styl życia. Chociaż i samo w sobie brzmi naprawdę nieźle. Minusy są i zdarzają się we wszystkim,nie ma rzeczy idealnych. Ale odnoszę wrażenie,że w Twoim przypadku mimo tych minusów jest więcej plusów.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne i mega motywujące! Od dawna marzę o tym żeby pracować zdalnie mieszkając gdzieś w pięknym ciepłym kraju, ale jeszcze nie wymyśliłam takiej pracy dla siebie ;p Mam jeszcze kilka miejsc do zobaczenia, teraz pomieszkam trochę w Bostonie, a potem coś ogarnę żeby nie musieć pracować na etacie w tej szarej smutnej Polsce. Miłego dnia Ci życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. zdecydowanie tak! mobilność to coś, co cenię sobie najbardziej i na chwilę obecną zupełnie nie wyobrażam sobie pracowania w biurze.

    OdpowiedzUsuń
  26. to są jakieś studia z copywritingu? :O ogólnie to piszę na wiele tematów, ale ostatnio najwięcej zleceń mam z turystyki, marketingu i budownictwa. tak po prostu wychodzi :) chociaż czuję że za jakiś czas będę bardzo mocno związana z branżą turystyczną i takie też tematy najbardziej mnie interesują.

    OdpowiedzUsuń
  27. Na plaży nie ma prądu, a sok z kokosa wylewa się na klawiaturę . Jednym słowem life is brutal.
    A tak na poważnie, czytając ten tekst chciałoby się wybróbować takiego życia i takiej pracy z widokiem na piękne miejsce. A kiedy widok się znudzi spakować się i zmienić widok. Brzmi cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak, jestem na drugim stopniu polonistyki o specjalności copywriting. Niestety wiedzy ani praktycznych wiadomości na nich nie dostajemy w ogóle. :/

    Dzięki za wiadomość! Zauważyłam, że z budownictwa jest maaasa zleceń. Tak samo z motoryzacji. Oba tematy to dla mnie czarna magia, ale chyba muszę bliżej przyjrzeć się temu budownictwu.

    OdpowiedzUsuń
  29. bo sok z kokosa wylewa się na klawiaturę :) padłam :) normalnie jak Ci tu nie zazdrościć...Niesamowite

    OdpowiedzUsuń
  30. Kamila Lenik3 marca 2017 17:30

    Świetny post kochana! Jestem pod wrażeniem! :)

    Buziaki,

    http://loveshinny.pl/

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak ja bym tak chciał... Najlepiej z Tajlandii, bo się w niej zakochałem :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Podziwiam każdego, kto w podróży potrafi skupić się na zadaniach typowo zawodowych. Mi by było ciężko, choć zapewne - jak we wszystkim - grunt, to dobra organizacja. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Pomocny wpis dla wszytskich parcujących po za krajem :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Podsumowanie jest bardzo prawdziwe, czasem zwykłe dobre słowo i "miłego dnia" sprawia, że wszystko jakoś lepiej wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. nie jest łatwo, ale tak - dyscyplina i organizacja to tutaj słowa klucze. pewnie nie chciałoby mi się pracować, gdybym wyjechała gdzieś na dwa tygodnie, dlatego też zdecydowałam się na dłuższy wyjazd, żeby i pracować, i sporo zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  36. ja wbrew pozorom dość często piszę o budownictwie :P ale są to raczej proste zlecenia, bo też się na tym nie znam, ale jakieś zapotrzebowanie na pewno jest. szkoda, że tyle kierunków niby fajnych studiów jest stratą czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  37. Dokładnie. :( Wśród naszych wykładowców nie ma ani jednego copy. :p

    OdpowiedzUsuń
  38. podobnie jak u mnie na (byłym już) zarządzaniu - nie ma żadnego managera...

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedyś próbowałem ale nie dało się. Najlepiej pracuje mi się przy moim PC w moim pokoiku :) a w podróży to wolę cieszyć się czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
  40. ja też wolę, ale gdybym nie ogarnęła sobie pracy zdalnej, nie mogłabym praktycznie w ogóle podróżować ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Świetny wpis. Taki poztywny i uśmiechnięty:) Miłego wypoczynku:)

    OdpowiedzUsuń