piątek, 5 maja 2017

Przestań zazdrościć mi podróżowania


         Nie wiem, co myślą o mnie ludzie, którzy znają mnie głównie z Facebooka, ale chyba mogę się domyślić. W końcu wystarczy spojrzeć na moją tablicę, aby zauważyć, że mój tryb życia nie jest do końca normalny. Bywają dni, że zwyczajnie trudno jest ustalić, gdzie obecnie jestem. Nikogo nie dziwi już to, że wybieram się na Łotwę, po czym ląduję w Mołdawii. Że przeprowadzam się na Węgry, a tydzień później dodaję zdjęcia z Czarnogóry i Albanii. Że jadę do Malezji, siedzę tam przez dwa miesiące i Bóg jeden wie, co tam właściwie robię.

         I wtedy dzieje się to: Ale ci zazdroszczę...
         I chyba nie ma osób, które podróżują i które nigdy tego nie usłyszały.

        Cofnijmy się do początku. Jest rok 2012, ledwo otwieram oczy po własnej studniówce, gdy wreszcie dostaję wiadomość: jadę. Po trzech latach walki, czekania, chodzenia, proszenia, płaszczenia się, płakania, przeżywania, noszenia papierów - jadę. Jadę na wymianę do Izraela. To nic, że za dwa miesiące egzaminy, że ponoć właśnie waży się cała moja przyszłość, a ja zamierzam sobie leżeć przez tydzień pod palmą i że nie będzie mnie na próbnych maturach. Chyba żartujesz, słyszałam. Jesteś nieodpowiedzialna - słyszałam. A tu maturę zdałam dobrze, dostałam się tam, gdzie chciałam, dziś ledwo pamiętam już cokolwiek ze studiów, takie były super ważne. Było warto.

         Rok później stoję już po raz pierwszy na lubelskiej wylotówce na Rzeszów. Jadę do Budapesztu z plecakiem i gitarą. Nie mam pojęcia, czy ktoś w ogóle się zatrzyma, bo dopiero testuję ten cały autostop. Plecak mi ciąży, gitara parzy w rękę, tak bardzo czuję się jak głupek, kiedy macham do samochodów i próbuję się uśmiechać. Kilka minut później faktycznie jednak wrzucam rzeczy do czyjegoś bagażnika i już wiem: to się uda. W ciągu kolejnych miesięcy jeszcze wiele razy decyduję się więc na dźwiganie plecaka po kilka godzin, stanie przy autostradzie, koczowanie na stacjach benzynowych i wdychanie pyłu i spalin. Tego samego roku po raz pierwszy nocuję na Couchsurfingu. Rodzice mówią, że dadzą mi na hostel, bylebym tylko spała w normalnym miejscu. Ja jednak mam 19 lat i wiem, że jak teraz nie zacznę podejmować własnych decyzji, to być może nie zacznę już nigdy.


          Jest rok 2015. Po obronie licencjatu wychodzę z uczelni i nigdy na nią nie wracam, nawet po to, żeby odebrać dyplom. Zamiast tego wyjeżdżam do Budapesztu, żeby zacząć żyć życiem, jakie sobie wtedy wymyśliłam. Znalezienie stażu zajęło mi ponad pół roku. Spędziłam długie noce na poszukiwaniu ofert, co tydzień wysyłałam dziesiątki maili. Ileż to nawypełniałam się wszelkiej maści aplikacji, napisałam listów motywacyjnych i tych wszystkich rzeczy o sobie, bez żadnej gwarancji, że gdziekolwiek się dostanę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mam przed sobą rok słuchania o tym, że popełniam w życiu same błędy. Że jestem nikim bez magistra, że doświadczenie bez dyplomu się nie liczy i że odbieranie telefonów to jedyna praca, jaką znajdę, jeśli w tej chwili nie wrócę do Polski i nie dokończę studiów. Później słyszałam też oczywiście, że praca w domu to nie praca.

           No i w końcu przyszedł 2016 - rok, w którym postanowiłam zamieszkać w Malezji i zarabiać na wyjazd podczas podróży. Nie było łatwo spędzać dni w pokoju i pracować, kiedy było się w Azji, wokół było tyle rzeczy do zrobienia i zobaczenia, tyle miejsc do odwiedzenia, tyle do spróbowania. Wiedziałam jednak, że to jedyny sposób na to, abym mogła wyjeżdżać gdzie chcę i kiedy chcę - nie było więc mowy o tym, żeby odpuścić. Do Malezji pojechałam sama. Sama taszczyłam po schodach walizkę, szukałam dworca, pytałam o drogę. W tym samym roku jeździłam też na projekty, bywałam w różnych miejscach, żyłam jak nomada, bez domu, bez żadnego stałego miejsca. Dwa miesiące w Azji, tydzień w Budapeszcie, tydzień w Lublinie, tydzień w Rumunii, tydzień w Warszawie, tydzień w Kijowie. Czasem przez miesiąc nie rozpakowywałam walizki. Ciągle korzystałam z turystycznego ręcznika, nie miałam czasu na czytanie książek i malowanie paznokci.


          Podróżowanie to życie w ciągłym biegu. Bez miejsca, bez stałości, bez mianownika, czasem nawet bez celu. To ciągłe zastanawianie się: czy zdążę na autobus? czy poradzę sobie z bagażem? jak dojadę na lotnisko o 2 w nocy? gdzie moja karta pokładowa? co zrobię, jak zabraknie mi pieniędzy? gdzie w ogóle będę za miesiąc, za pół roku, za rok? Podróżowanie to życie, w którym nie można pójść na imprezę i wydać stówy na drinki i taksówkę. Życie, w którym rzadko kupuje się nowe ciuchy, a wszystkie ceny przelicza na bilety lotnicze. W którym jest się obecnym tak rzadko, że znajomi przestają zapraszać cię na Sylwestra i pamiętać o twoich urodzinach. Zawsze fajnie jest myśleć, że ktoś w takim życiu dostaje magiczne prezenty. Łatwo jest zazdrościć innym podróżowania, gdy nie widzi się, z ilu rzeczy muszą przez to rezygnować każdego dnia. Najczęściej ze stałości, relacji, bezcennego czasu spędzanego z bliskimi. Nie tylko z francuskiego manicure, pina colady i dziewiątej pary butów.

       Dlaczego więc robię to wszystko? Dlatego, że bardzo chcę. Dlatego, że pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę podróżować. Bo tak po prostu postanowiłam, że nie będę oglądać świata przez okno przeglądarki i że nikomu nie będę niczego zazdrościć. Bo wiem, że nie byłabym szczęśliwa bez wyjazdu do Kuala Lumpur, bez projektów, bez autostopu, bez wymiany do Izraela. Czasem ryzykuję, czasem się martwię, czasem zastanawiam się, czy następnym razem będę miała do czego wracać. Ale po prostu pakuję walizkę i jadę. Zawsze i tak jadę.

            Dlatego właśnie mam już dość słuchania tych wszystkich miałkich tekstów: ale ci fajnie, też bym tak chciała. Podróż nie jest czymś, co się dzieje, ale czymś, co się robi. Bez wahania, bez kalkulacji, bez czekania na okazje i lepsze momenty. To coś, na co, tak jak na wszystko inne, trzeba zapracować - swoim czasem, wysiłkiem, kompromisami, poświęceniem, czasem zmęczeniem, samotnością, tęsknotą. Jeśli więc nie podróżujesz, ale ciągle zazdrościsz innym podróżowania, to zastanów się, czy nie robisz tego, bo rzeczywiście nie możesz, czy może dlatego, że tak naprawdę wcale tego nie chcesz.

62 komentarze:

  1. Twoja historia pokazuje, że tylko odwaga i determinacja sprawią, że spełnimy swoje marzenia. Podziwiam Twój upór i działanie "pod wiatr", wbrew temu "co ludzie powiedzą". Takich ludzi brakuje.
    Sama, kilka lat temu mówiłam, że marzą mi się podróże (będąc jedynie w Niemczech). Dziś spełniam swoje marzenia małymi krokami. Podróże i wspomnienia to coś, czego nikt nam nie odbierze. Nie zrozumieją tego ludzie, dla których świat materialny stoi na 1. miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. przemyslawkwiatkowski.pl5 maja 2017 13:18

    Jedyne czego nie możemy kupić to wspomnienia, podróżowanie to bezcenne doświadczenia !

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Susan Ciszek5 maja 2017 14:08

    Cudowna historia! Szczęście w życiu i robienie tego co się kocha jest zdecydowanie najważniejsze ♥

    lifebysusanna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie jest robić co się pragnie ❤❤❤ nie zazdraszczam, trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, nie lubię tego słowa, ale muszę go użyć - Twój wpis jest niezwykle inspirujący. Podziwiam Twoją odwagę, bo ja obawiałabym się podróżować autostopem i postawić wszystko na jedną kartę. Ale udowadniasz, że się DA, więc liczę, że również ułożę sobie życie jako copy, choć na pewno trochę spokojniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Monika Nowak7 maja 2017 00:34

    Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że podróżowanie to nie tylko drink z palemką obok basenu. Podziwiam za wytrwałość!

    OdpowiedzUsuń
  8. Difriperi.pl7 maja 2017 01:32

    To jest świetny wpis. Twoje życie jest bardzo kolorowe ale ciężko na to pracujesz. Masz z pewnością chwile zwątpienia, jak i ja ale motywuje Cię myśli o dalszych podróżach. Czyż nie? W pewien sposób funkcjonujemy podobnie... Dla mnie motywacją są kolejne sesje zdjęciowe i publikacje w magazynach. Trzymam kciuki... za nas obie! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. " Podróż nie jest czymś, co się dzieje, ale czymś, co się robi. Bez wahania, bez kalkulacji, bez czekania na okazje i lepsze momenty. "
    Przecież to bzdura. I w kontekście podróży jako takiej, jednej, odbywanej raz na jakiś czas, i w kontekście jednej wielkiej podróży, jaką opisujesz.
    Wybieranie się gdzieś bez wahania i kalkulacji to przepis na katastrofę, nie na spełnienie marzeń. Osoby, do których taka rada trafi i zostanie właściwie zrozumiana nigdy nie będą jej potrzebować. Są ludzie, którzy szczerze o tym marzą, ale dobrze wiedzą, że się do tego nie nadają.

    OdpowiedzUsuń
  10. Połowę tego, czego ludzie nam zazdroszczą mogliby sami mieć, gdyby wystarczyło im odwagi i determinacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moze moje podroze nie sa az tak ekstremalne, ale tez czesto zdarza mi sie wyjezdzac i tez slysze to jedno zdanie. Jak ktos bardzo czegos chce to znajdzie droge, nie trzeba zazdroscic tylko dzialac :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem całym sercem z Tobą. Ja popełniłam w życiu wiele blędów, ale tym największym, było przejmowanie się tym, co powiedzą inni. Gratuluje odwagi, by podejmować ważne dla Ciebie decyzje!

    OdpowiedzUsuń
  13. otóż to! niestety, wiele osób czeka na gotowe...

    OdpowiedzUsuń
  14. pisząc o braku kalkulacji nie mam na myśli podejścia "yolo, rzucam wszystko i wyjeżdżam do Tajlandii, chociaż nie mam za co". miałam na myśli raczej ciągłe odwlekanie wyjazdu z różnych powodów, w stylu: teraz nie pojadę, bo egzamin, teraz też nie, bo umowa na mieszkanie, teraz też nie, bo muszę kupić nową lodówkę... chodzi o to, że takie powody zazwyczaj mnożą się w kółko i świadczą o tym, że dla kogoś podróż jest zwyczajnie dalej na liście priorytetów. i takie osoby nie powinny zazdrościć innym wyjazdów, bo albo tego po prostu nie chcą, albo zwyczajnie wolą inaczej wykorzystywać zasoby, które mają.

    OdpowiedzUsuń
  15. dziękuję i wzajemnie! powodzenia :))

    OdpowiedzUsuń
  16. och, Ty też piszesz? to powodzenia! ja przeżywam obecnie chyba jakiś kryzys... i dziękuję za miłe słowa :))

    OdpowiedzUsuń
  17. nie pozostaję nic innego, jak życzyć Ci jeszcze większej ilości podróży :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazwyczaj te stwierdzenia: "ale ci dobrze", "też bym tak chciał/chciała" - mówią ludzie, którzy albo sami nigdy nie podróżowali, albo po prostu nie mają odwagi gdzieś wyruszyć. I po prostu dziwi ich trochę fakt, że inni mogą i chcą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem :) Co prawda, ja nie jestem szalona w ten sam sposób, co Ty, ale też mam 19 lat, też chcę się usamodzielnić (trochę wbrew wszystkim) i też nie robię "zwykłych" rzeczy - nie oglądam telewizji, nie chodzę na imprezy, nie narzekam. To ostatnie chyba najbardziej wszystkich dziwi, bo nie wiedzą, że tak się da :D Kiedy ludzie trafiają na coś innego, co widzieli dotychczas, zawsze reagują na to negatywnie - tak już chyba mamy w naturze. Więc nie przejmuj się, jeśli słyszysz, że wszystko robisz źle - lepiej nawet zrobić źle, nauczyć się i następnym razem zrobić dobrze niż nie zrobić nic i dalej tkwić na kanapie. Rób to, co podpowiada Ci serducho <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Patryk Zielonka8 maja 2017 19:42

    Wow...po prostu...wow. Co za wpis.

    OdpowiedzUsuń
  21. ojej, dziękuję za tak fajne słowa <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie napiszę, że zazdroszczę, tylko że podziwiam tak dalekie kierunki i życzę jeszcze wielu podróży!! Sama też je uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie zazdroszczę ludziom podróży. Lubię popatrzeć na zdjęcia miejsc w których są bo mogę chociażby czegoś dowiedzieć się o świecie.
    Sama też lubię bardzo podróżować, ale nie w takiej dawce w jakiej Ty to robisz. Nie zazdroszczę właśnie ludziom stanu nomadyzmu, gdyż ja zwyczajnie nie lubię żyć na dłuższą metę na walizkach.Jest to dla mnie męczące. Już wolę się pomęczyć uprawiając sport. Zresztą zaczynam zaraz tęsknić za swoimi, za domem. Dlatego najlepiej aby każdy mógł mieć taki styl życia jaki chce bo życie jest tylko jedno. Ci co chcą podróżować niech jeżdżą ile się da a Ci co wolą bardziej stacjonarny tryb życia niech pielęgnują domy i ogródki:-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dopiero zaczynam, miałam raptem dwa zlecenia, ale cieszę się, bo były totalnie z mojej branży - o psach. :) Na razie nie szukam nowych, chcę napisać magisterkę i się poduczyć. :)
    Mam nadzieję, że Twój kryzys minie szybko!

    OdpowiedzUsuń
  25. Żyjesz jak żyjesz tylko dzięki swoim decyzjom. Które jak widać wymagają zawsze odwagi i starań. Nie jest to więc takie łatwe i tylko przyjemne. Ale też i jesteś przykładem tego,że jeśli człowiek chce to może,więc nie ma czego zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
  26. super, to powodzenia! zwłaszcza, że teraz bycie copy to coraz cięższy kawałek chleba...

    OdpowiedzUsuń
  27. Czemu tak uważasz? Mnie na razie przerażają trochę ludzie pokroju "nie mam co robić, a umiem przecież wszystkie literki, więc zostanę copy, 1zł/1000 zzs to spoko cena" i moim zdaniem to jest największy problem tego zawodu. :/

    OdpowiedzUsuń
  28. "W którym jest się obecnym tak rzadko, że znajomi przestają zapraszać cię na Sylwestra i pamiętać o twoich urodzinach." Oj, coś w tym jest, choć dzięki temu uzależnieniu wywinęłam się od mnóstwa wesel, na które chodzić nie lubię ;) Bawią mnie takie teksty, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach podróżowanie jest naprawdę PROSTE. Gdy zakładałam bloga myślałam, że inni blogerzy to wielcy podróżnicy którzy robią bóg-wie-co, ale gdy sama zaczęłam regularnie podróżować, przestałam nawet o tym opowiadać, bo to jest takie proste i zwyczajne. Wszystko sprowadza się do priorytetów, to nie kwestia do zazdroszczenia. Zazdrościć to ja mogę co jedynie np. długich nóg ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Wszystko się da, trzeba tylko chcieć. Jeszcze więcej takich podróży. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Hej :) Nie wiem, czy masz już na swoim blogu wpis typu "jak wygląda walizka podróżnika", ale fajnie byłoby zobaczyć taki zestaw, który zawsze masz ze sobą. Na przykład jakich walizek używasz do tak licznych podróży lub które przedmioty są must have podczas długiej jazdy autobusem czy podróżą samolotem. Jestem tego ciekawa, bo przymierzam się do "roku podróży" od stycznia 2018. Zaczerpnęłam od CIebie mnóstwo pomysłów na miejsca, które warto odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  31. Naprawdę podziwiam. Sama nie byłabym w stanie prowadzić takiego trybu życia. Prawdopodobnie już po miesiącu, jeśli nie tygodniu byłabym wykończona.

    OdpowiedzUsuń
  32. Travelling Milady24 maja 2017 00:51

    Amen. Może jednak ludzie zazdroszczą nie tyle podróży co odwagi, aby żyć tak jak zechcesz. Jedno jest wynikiem drugiego. Szczęście to iść własną drogą. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Czarna Skrzynka26 maja 2017 16:05

    ... i tego się trzymaj! :)

    OdpowiedzUsuń
  34. W dzisijeszych czasach podgladamy wszystkich głownie przez media społecznościowe przez które tak naprawdę widzimy tylko ułamek czyjegoś życia. Łatwo jest zazdrościć kiedy widzimy tylko te miłe i kolorowe chwile. Pokazujesz, że to wszystko wcale tak kolorowo nie wygląda, wymaga wielu poświęceń i rezygnacji z rzeczy, z których niektórzy nie potrafią zrezygnować i dziwią się, ze ich nie stać na podróżowanie. Mas dużo odwagi i samozaparcia, aby żyć tak jak chcesz. Trzymam kciuki i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Najprostsza odpowiedź na "ale Ci zazdroszczę" to "zapakuj plecak, kup bilet i leć, podróżuj, korzystaj z życia" :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Brawo! Za tekst i za to, że dążysz do celu... jakim jest droga i rozwój :) Osobiście uważam, że podróż to każdy papier ze szkoły x 5 ;) Wpadnij do nas! Piątka! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. No ale jak to Ci nie zazdrościć skoro żyjesz wg swoich planów, marzeń i decyzji?! :D

    OdpowiedzUsuń
  38. A ja wcale nie zazdroszczę, bo wolę swoje spokojne życie w domu, wśród zwierząt, z pracą na etat... bo ono też potrafi być nieprzewidywalne, bo ono wcale nie oznacza wydawania stówy na drinki i taksówkę (na imprezy nie chodzę, drinków nie piję, a stówę wolę wydać na benzynę i jechać sfotografować kolejny wiatrak do mojej kolekcji), nowych ciuchów też nie kupuję, bo wolę chodzić na zmianę w 2 parach spodni i 5 bluzkach, a kupować książki czy artykuły do rękodzieła. Ważne jest natomiast, czy jest się szczęśliwym tam, gdzie się jest, robiąc to, co się robi... I nic więcej :) Szczęścia Ci życzę :)

    http://przystanek-klodzko.pl

    OdpowiedzUsuń
  39. Jestem wielkim fanem twojego bloga, mimo, że podróżowanie nie pociąga mnie za bardzo. Uważam, że przesłanie twojego bloga jest bardzo uniwersalne - weź życie w swoje ręce, nie bój się zmian, czasami warto podejmować trudne decyzje, bo nawet, jeżeli będą miały konsekwencje to czegoś nauczą, spełniaj swoje marzenia i cele. No i poza tym czasem warto poczytać przemyślenia osób które zupełnie się od nas róznią, by spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy lub bardziej ją docenić.

    Bardzo mi to pomogło w podjęciu mojej pierwszej poważnej decyzji - czyli wyborze kierunku studiów. Zdecydowałem się na filologię koreańską. Czytałem już twój wpis o przestrogach na temat studiowania różnorakich filologii ale kurczę, chyba on nie pomógł, bo jakoś jeszcze bardziej zachciało mi się filologii koreańskiej. :) Sporo osób już mi to odradzało, włącznie z rodzicami, "po tym nie ma pracy!", "idź na prawo/inny-pseudoelitarny-kierunek bo bardzo dobrze się uczysz!", "co po tym będziesz robić?!", "chcesz zarabiać 1700 w Biedronce?". Prawdę mówiąc, nigdy nie wiem co na to odpowiedzieć, bo pewnie mają rację. Zazwyczaj kończy się więc dosyć dziecinnym "ale nie chcę iść na prawo, chcę iść na koreanistykę". Właściwie parę dni temu byłem na skraju załamania - może warto odłożyć pasję na rzecz lepszej szansy na sukces? Ale uświadomiłem sobie, że nie mam najmniejszej ochoty studiować czegoś, do czego nie czuję zapału po to, żeby potem całe życie pracować i robić coś, co mnie nie pociąga (a wręcz odpycha). Może pasja Koreą przyniesie mi trud wiązania końca z końcem, może po roku uświadomię sobie, ze to nie dla mnie, że to bez sensu. Ale kiedy będzie czas na spełnianie swoich marzeń jak nie teraz? Poza tym jak często wspominasz - studia to nie wybór na całe życie. Może będzie to błędna decyzja, ale będzie moja i pretensje będę mógł mieć tylko do siebie. Nie wybaczyłbym sobie gdybym poszedł na jakiś inny kierunek bez nawet najmniejszej próby studiowania koreanistyki. Będzie ciężko, ale jestem gotowy spróbować udźwignąć ten ciężar.

    OdpowiedzUsuń
  40. ojej, brak mi słów! dziękuję bardzo, bardzo za miłe słowa! nawet nie wiesz, jaka to ulga wiedzieć, że mój blog do kogoś trafił i że ktoś dostrzegł w nim coś więcej niż "tu byłam, to widziałam". cieszę się bardzo, że moje mniej lub bardziej mądre wywody komuś się do czegoś przydały, i życzę powodzenia! czy filologia koreańska jest dobrym kierunkiem, musisz przekonać się sam - wiedz tylko, że w ostatnich tygodniach moje podejście do kwestii studiów/kariery/pracy troszeczkę się zmieniło, o czym być może niedługo napiszę na blogu. na razie jednak ciągle twardo trzymam się tego, co robię, ale zaczynam pomału szukać nieco innych możliwości, robić małe kroczki naprzód, bo trwanie we własnych przekonaniach jest spoko, ale na dłuższą metę może człowieka ograniczyć i zamknąć mu wiele dróg.
    powodzenia! daj znać, jak poszło z koreanistyką :)

    OdpowiedzUsuń
  41. i o to chodzi, żeby szukać własnego sposobu na szczęście, a nie próbować żyć cudzym życiem. powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  42. cześć :) dzięki za miłe słowa! czy ja wiem, czy taki wpis byłby ciekawy? moja walizka raczej nie jest jakaś szczególna. do Malezji wzięłam jedną, standardową + plecak zaprojektowany pod wymiary wizzaira, którego używam jako bagaż podręczny albo jako plecak na krótkie wyjazdy. zawartość torby to raczej kwestia indywidualna - jedyne, co mogłabym poradzić, to jak spakować się w bagaż podręczny, ale wydaje mi się, że w Internecie jest już pełno takich artykułów. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Bardzo fajny post, bardzo dojrzały. Taki pstryczek w nos dla tych, którym się wydaje, że życie, jakie masz jest proste, łatwe i przyjemne. Ale obawiam się, że właśnie tak jest. Ludzie nie widzą tego, co znajduje się głębiej - wyrzeczeń, zmęczenia, stresu, tylko piękną otoczkę. I tak jest ze wszystkim

    OdpowiedzUsuń
  44. Lena Wanderlust15 czerwca 2017 16:04

    O, jestem ciekawa Twoich przwemyśleń skoro piszesz, że Twoje podejście w kwestii studiów/kariery/pracy się zmieniło - czy będzie o tym szerzej? Fajnie by było

    OdpowiedzUsuń
  45. "trawka zawsze zieleńsza tam gdzie nas nie ma" jak to mówią... Ja nieustannie czuję rozdarcie, z jednej strony krzyknęłabym: Ahoj przygodo! i ruszyła w świat. Z drugiej strony wcześniej "brakowało mi jaj" a wymówek nie brakowało, że tak powiem.Teraz mam 9 miesięczną córeczkę i takiego podrózowania nie chcę, chociaż ponoć też sie da, obecnie plany podróży przesunęliśmy na roczny urlop w 2026. Wierzę, że dożyję i że się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Przede wszystkim brawa za odwagę ;) lubię podróże, ale mimo wszystko nie mogłabym ich kosztem pozbawić się większych według mnie wartości w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  47. Uparta jesteś! Ale właśnie tak spełnia się swoje marzenia. Warto żyć w zgodzie ze sobą, aniżeli słuchać rad i opinii innych, często "życzliwych" osób.

    OdpowiedzUsuń
  48. jasne, każdy ma własny system wartości :) ważne, by dokonywać wyborów, które są z nim zgodne.

    OdpowiedzUsuń
  49. to ja raczej mam w zwyczaju krzyczeć to "ahoj, przygodo!", ale jednak z zachowaniem rozsądku i jednak, mimo wszystko, myślami o jakichś tam innych planach ;) tak, dzieci sporo komplikują, ale wszystko jest kwestią priorytetów - nie można mieć wszystkiego, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  50. myślę, że ten tekst, to forma przekazania, że "wow! ale fajnie!", a nie "kurde, sama bym tak chciała...". Ile razy się łapałam na tym, że powiedziałam komuś, że czegoś zazdroszczę, a była to tak naprawdę forma docenienia :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Nie zazdroszczę. Gratuluję odwagi. Oby tak dalej. Miej piękne życie i wspaniałe wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  52. można wszystko. tylko nie wszystko na raz :)

    OdpowiedzUsuń