poniedziałek, 19 czerwca 2017

Como bez szału, Włochy bez makaronu, Szwajcaria bez miliona franków


         I nadal jest tak, jak było - Włochy wciąż zajmują niechlubne miejsce na samym szczycie mojego rankingu najbardziej przereklamowanych państw.

            Ja naprawdę liczyłam na to, że może tym razem coś się zmieni i że może w końcu coś mi się w tym kraju spodoba, no, poza Wenecją. Ale chyba stwierdzam, że Włoch to ja jednak nie lubię, i już. Niby ładne, niby pocztówkowe, niby nie ma się czego przyczepić, no ale. Dlaczego są tak na potęgę nudne? Dlaczego tak bardzo nie mogą trafić w moją estetykę? Dlaczego nie potrafię przyłączyć się do tych wszystkich chóralnych ochów i achów? Chciałabym, serio. No, więc tak sobie jeżdżę sobie do tych Włoch raz na jakiś czas i sprawdzam, czy już mi się tam podoba, czy jeszcze nie. Tym razem trochę zapunktowały Mediolanem, o, super, mamy mały postęp, już się trochę bardziej lubimy. No to zaczniemy sobie od Mediolanu.

             Mówią, że w Mediolanie nie ma nic oprócz katedry. I ja to potwierdzam: no w sumie to nie ma. Ale za to jakiej katedry - Duomo di Milano trzeba zobaczyć przynajmniej raz w życiu. No i tu duży punkt dla Włoch - całe miasto jest przepiękne, to bez dwóch zdań. Nie trzeba tam właściwie robić nic szczególnego, wystarczy jeździć tramwajem i dużo się rozglądać. No więc, skoro po Milanie nie spodziewałam się zbyt wiele, a w sumie był spoko, to może przyjdzie w końcu czas na Barcelonę? Jest nadzieja.


        Bergamo - kto był już kiedyś w San Marino, ten wie mniej więcej, o co chodzi. Jeśli ktoś lubi żółte domy i wręcz stereotypowe, pocztówkowe i do bólu malownicze miasteczka położone na wzgórzach, to w Bergamo mu się spodoba. Tak jak mówiłam - ładnie, przyjemnie, ale jednak nie moja bajka. Podobne żółte domy są też w samym Mediolanie, Como, Bellagio... i chyba właściwie wszędzie, gdzie tylko można się wybrać w tych okolicach. Tak przy okazji, nie wiem, jaki jest najpiękniejszy kościół, jaki w życiu widziałam, ale skoro zaczęłam się nad tym zastanawiać właśnie w bazylice w Bergamo, to chyba jest coś na rzeczy.

          Makaron we Włoszech w sumie zaliczony, to nic, że z polską kiełbasą i sosem ze sklepu.


           Moja mama dawno nie była ze mnie tak dumna jak wtedy, gdy dowiedziała się, że wreszcie nie jechaliśmy na stopa, tylko wynajęliśmy samochód. Nie wie tylko, że wynajęliśmy go między innymi po to, żeby w nim spać. Bez cebuli się nie obyło, ale w końcu jak tu zobaczyć jeziora Como i Lugano inaczej niż własnym autem? No dobra, są promy i pociągi, ale skoro po szybkim podliczeniu wychodzi niewiele taniej, to chyba jednak fajnie jest poczuć wiatr we włosach podczas jazdy włoską autostradą na przednim siedzeniu.

             Sama nie wiem, dlaczego właściwie od tak dawna chciałam pojechać do Lugano. Tak sobie kiedyś wymyśliłam, że jak już pojadę do Mediolanu, to stamtąd jest już blisko nad Como, no a jak już będę w okolicach Como, to fajnie byłoby skoczyć i nad Lugano. Może tylko mi się wydawało, że chcę coś zobaczyć nad tym jeziorem, a tak naprawdę to chciałam tylko być w Szwajcarii. Możliwe. No więc byłam. Kawałek kraju widziałam. Ale pewnie trzeba będzie kiedyś poprawić.


            Jeśli już rozmawiamy o jeziorach, no to właśnie - Como: mocne 6/10. Że niby takie piękne, że niby gwiazdy hollywoodzkie kupują tam sobie domy, że ludzie z Ameryki przyjeżdżają specjalnie tam na burżujskie wakacje w Europie? Dobre sobie. Jeśli naprawdę tak, to ktoś tu chyba nie widział Norwegii, Słowenii albo Czarnogóry. To tak a propos tych przereklamowanych Włoch. Może i nie mam racji, może i przesadzam z tym nielubieniem, ale jedno wiem na pewno - kto był już w Boce Kotorskiej, ten nie zachwyci się Lago di Como. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że sama jazda autem wzdłuż wybrzeża byłaby fajniejsza, gdyby były tam jakieś tarasy widokowe - a tak jezioro można sobie oglądać, ale przez krzaki.

       Także, podsumowując: Milan - trzy razy tak, Lago di Como - no, nie bardzo. Ładne, pocztówkowe, nie ma się do czego przyczepić, ale jakieś takie nudne. Dokładnie tak, jak wszystko we Włoszech. Oprócz Wenecji.

             No to czekajcie teraz na wpis z Norwegii.

Więcej