czwartek, 10 sierpnia 2017

Od freelancera do korposzczura: historia jak najbardziej prawdziwa


         Cześć, mam na imię Klaudia, mam 23 lata i jestem cyfrowym nomadą. Tak od 1,5 roku przedstawiam się w sieci mniej więcej za każdym razem, gdy piszę o tym, że fajnie jest podróżować. Bo jest fajnie - wiem to, gdy przypominam sobie wieże Petronas, które widziałam ze stacji metra niedaleko mojego mieszkania w Kuala Lumpur. W tamtym czasie na kolację pijałam koktajl z banana i mango, w drodze na trening mijałam wieżę KL Tower, a w weekendy jeździłam na wycieczki do malezyjskiej dżungli. Życie cyfrowego nomady jest obłędne. Możesz być gdziekolwiek chcesz - bez ograniczonego urlopu, bez zobowiązań, bez niczego, co trzymałoby cię w miejscu. Jeśli masz ochotę, możesz zamieszkać w Budapeszcie, podróżować po Turcji, być w Czechach, w Malezji, w Słowenii, w Izraelu. Myślałam, że tak będzie zawsze. Chciałam, by tak było zawsze.

             Ale życie ma jednak swoją dynamikę, której nie można uniknąć. Wiele rzeczy się zmienia, gdy po wielu miesiącach ciągłego podróżowania w końcu postanawiasz, że jednak chcesz mieszkać w Polsce. Gdy urządzasz swoje pierwsze mieszkanie, kupujesz (kolejny już) bilet miesięczny, zaczynasz mieć ulubione miejsca na mieście i poznawać ludzi, którzy zostaną z tobą dłużej niż chwilę. Kiedy przywozisz stół z Ikei, zaczynasz spędzać pierwsze letnie wieczory nad Wisłą i po dwóch latach przerwy składasz papiery na nowe studia. Gdy w końcu wiesz, że naprawdę chcesz być teraz tutaj, wśród tych ludzi, jeździć codziennie tym tramwajem i kupować bagietki w tej piekarni. Gdy wysiadasz z metra i w końcu czujesz się jak w domu. Uwielbiam Warszawę.

            I wtedy też okazuje się, że na świecie są majówki, święta, długie weekendy - dni wolne, których ty nie masz, bo każde wakacje zawsze musisz odrobić. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że 20 dni urlopu to naprawdę nie jest dużo, ale jednak to 20 dni niepracowania, za które ktoś ci zapłaci. Ty możesz mieć wolne, owszem, kiedy chcesz - ale zawsze niepłatnie. Nie pracuję - nie zarabiam. Gdy okazuje się, że żeby wyjechać na krótkie wakacje, już kilka miesięcy wcześniej musisz harować ponad siły. Chciałam pracować zdalnie, żeby podróżować, ale wierzcie mi - przy takim układzie bilety wcale nie chcą się kupować, bo praca nie chce i naprawdę nie może się zostawiać.


            Praca zdalna sprawdzała się świetnie, gdy naprawdę chciałam miesiącami podróżować i zostawać na dłużej w jednym miejscu. Przestała się sprawdzać, gdy postanowiłam zamieszkać w Polsce, a z podróży robić po prostu wakacje. Bo w końcu ile można odrabiać święta i długie weekendy, ile można myśleć o wyjazdach, nie mogąc w ogóle zaplanować budżetu - bo przecież nigdy nie wiem, ile zarobię w kolejnym miesiącu. No i w końcu: czy naprawdę chcę do końca życia siedzieć w domu i klepać teksty o śmiesznych koszulkach z nadrukami i kosiarkach? Nie, nie chcę. Chyba jednak stać mnie na więcej. Może można być freelancerem, jeśli już przepracowało się swoje w agencjach, redakcjach, korporacjach, i posłuchało się trochę mądrzejszych od siebie - a pracując w domu, nigdy nie będę miała szansy uczyć się od lepszych. Nigdy nie zobaczę, jak to się robi w dużych firmach - tym samym nie dam szansy swojej firmie, aby kiedyś stała się duża. I mogłabym tu pisać bajki o tym, że nie warto się poddawać, że trzeba walczyć do końca - ale jakoś wcale nie chce mi się walczyć o te artykuły o kosiarkach, brak wakacji i brak rozwoju.

        Dla podróży od zawsze poświęcam naprawdę wiele. To właśnie z ich powodu pewnego dnia postanowiłam pracować zdalnie, wozić laptopa w bagażu podręcznym, wynajmować przypadkowe mieszkania i kombinować, jak tylko się da - byle częściej, byle więcej, byle dalej. Było fajnie, ale w nowych okolicznościach nie sprawdzają się stare modele i zmiany są nieuchronne. Podjęłam więc decyzję: czas na etat. W przyszłym tygodniu zaczynam pracę w Henkel Polska. Nie rzucam podróży. Nie jest mi szkoda. Niczego nie żałuję, bo wiem, że gdyby nie radykalne decyzje, nie byłabym tu, gdzie teraz jestem.

          Swoją drogą - jeśli chodzi o podróże, to post z Norwegii jest już in progress, jutro ruszam do Lwowa, a za miesiąc do Kopenhagi.
Także stay tuned - będą nowości.
Więcej