poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Lwów na weekend - wakacje dla bezrobotnych



        Geneza tegorocznego wyjazdu do Lwowa była prosta. Jeśli są dwie osoby, które koniecznie chcą jechać na wakacje, ale tak się złożyło, że obie 1. nie mają pieniędzy, 2. nie mają pracy, 3. nie wiedzą, kiedy będą miały pracę, to opcje są dość mocno ograniczone. Malta odpadła więc jeszcze w przedbiegach, Cypr analogicznie, no i znowu pewnie nie będzie już w tym roku ani Hiszpanii, ani Portugalii. Trochę boli, nie powiem, ale ostatecznie lepsze są jednak jedne słabe wakacje niż potem słabe życie.

      Czy we Lwowie było jednak słabo? Nie - to był wspaniały balsam na serce złamane drugim miesiącem bez wypłaty i odbijaniem się od drzwi do drzwi podczas chodzenia na rozmowy kwalifikacyjne. We Lwowie to się można poczuć. Wzięliśmy pod pachę mapę, trzy tysiące hrywien i ruszyliśmy na skrzętnie zaplanowane, trzydniowe tournée po lwowskich restauracjach. My naprawdę próbowaliśmy: śniadanie, potem gofry, potem obiad, potem deser, potem drugi obiad, piwo, trzeci obiad, wino, no i jeszcze przecież kolacja. Potwierdzamy: nie dało się wszystkiego wydać, trzeba było przed wyjazdem dopychać torby wódą, której nie pijemy i papierosami, których nie palimy. Ps. Tak między nami, to obżarliśmy się tak strasznie gruzińskimi pierogami, że nie daliśmy już rady wejść na Wysoki Zamek. Wstyd.


          Tegoroczne zwiedzanie Lwowa było zupełnie inne niż to sprzed pięciu lat. Pięć lat temu - na przypale, bez mapy, chyba było mi wtedy wszystko jedno, co tak właściwie zobaczę. Teraz - chciałam zobaczyć wszystko, tu dzielnica żydowska, tu ormiańska, chodźmy do katedry, chodźmy do synagogi, chodźmy do kolejnego kościoła poszukać polskich napisów. W końcu byłam na Cmentarzu Łyczakowskim, tam też większość grobów jest polska. I tak sobie myślę, że bez obrazy dla Ukraińców, bo ja rozumiem, że na czymś muszą budować swoją kulturę, ale że ukraiński Lwów? Co jak co, no ale ej, to nasze jest. Przy zwiedzaniu zaliczyliśmy przy okazji jedną wpadkę, która nazywa się free walking tour. O ile w Kijowie taką przyjemność oceniłabym na ładne 5+, tak tutaj nie dałabym nawet czwórki. Naprawdę miałam nadzieję, że już nigdy w życiu nie poczuję się oprowadzana jak na wycieczce szkolnej, a jednak - stało się. Nie dość, że w program obejmował spacer pod wszystkie bary z tripadvisor, to jeszcze doszły do tego infantylne opowieści o tym, że świat wynaleziono na Ukrainie. Naprawdę, to nie jest wcale tak, że ja coś mam do Ukraińców, ale co sobie czasem nawymyślają, to sobie nawymyślają.


         Po raz drugi jednak stwierdzam, że we Lwowie teraz, zaraz, mogłabym mieszkać - nie ma takiego miasta w Polsce. I o ile wcześniej nie miałam bólu dupy, że już tego Lwowa nie mamy, tak teraz troszeczkę mi się włączył. W sumie to i mogłam tam zamieszkać, myślałam o tym nie raz, pracowałam przecież zdalnie i do domu tylko 200 kilometrów, ale stać za każdym razem 9 godzin na granicy? Albo tłuc się znowu cały dzień marszrutką przez Przemyśl? Nie, z bólem serca, ale muszę podziękować. A pomyśleć, że kiedyś to potrafiłam spędzić całą noc w autobusie, a rano tylko umyć twarz w łazience na dworcu i przejść z buta całe miasto. Kiedyś wróciłam z Lwowa z torbą odżywek do włosów, a teraz z wódką i papierosami (nie piję, nie palę, poczujcie tę metaforę). Wniosek? Powroty w te same miejsca pokazują, jak bardzo się z biegiem czasu zmieniamy. Oj, bardzo. Bardzo.

9 komentarzy:

  1. Pierdolenie, za 200 zł to w PL też się najesz przez 2 dni

    OdpowiedzUsuń
  2. na pewno? po pierwsze, byliśmy tam nie dwa, a trzy pełne dni (mowa o długim weekendzie). w związku z tym kwota na dzień to ok 65 zł. w Polsce przeciętne danie obiadowe kosztuje co najmniej 15-20 zł, gdyby do tego chcieć lampkę wina, to znowu 10-15, deser kolejne 15, ba, nawet gofr z dodatkami to czasem 10 czy 15 zł. a my do tego wszystkiego mieliśmy jeszcze śniadania, napoje do wszystkich posiłków i jeszcze starczyło na cukierki i wódkę. jak tu mówić że nie jest taniej? jest taniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że wyprawa połączona z gastroturystyką ;) Ach, marzę o Lwowie i muszę w końcu to marzenie zrealizować. Przez Ciebie tym bardziej wiem i czuję co tracę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. musisz, koniecznie! rewelacyjne miasto, szkoda tylko, że tyle stania :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny klimat tego miasta! Nigdy nie bylam w tym stronach, a teraz zaluje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zupełnie takie same odczucia! I byłyśmy tam w tym samym czasie, mogłyśmy się minąć! ;)
    Słabo z tą free walking tour - miałam iść, na szczęście w tym samym czasie wybrałyśmy z koleżankami wycieczkę po dachach - polecam!
    No i śniadanie u Baczewskiego <3

    OdpowiedzUsuń
  7. rudawstazka.wordpress.com9 września 2017 19:10

    Śliczne zdjęcia :D Aż chce się jechać

    OdpowiedzUsuń