wtorek, 31 lipca 2018

Doha. Katar po raz trzeci


        Gdyby ktoś powiedział mi, że odwiedzę Katar trzy razy w ciągu czterech lat, pewnie bym nie uwierzyła.

      To znaczy, biorąc pod uwagę fakt, że najczęściej to właśnie Qatar Airways oferuje najlepsze bilety lotnicze, nie było to znowu wcale takie nieprawdopodobne. Chodzi mi bardziej o to, że jednak na ogół raczej nie wracam w te same miejsca. Niby od sześciu lat zbieram się, żeby pojechać raz jeszcze do Izraela, od pięciu do Oslo, chciałoby się jeszcze wrócić do Wenecji, odświeżyć Berlin, zajrzeć do Wiednia - ale wiecie jak to jest, ostatecznie jednak nowe miejsca i tak zawsze wygrywają. Ale Katar to miejsce szczególne. Uwielbiam tam wracać. Nie narzekam więc, że raz na jakiś czas mam ku temu okazję.

        Pierwszy raz był szalony i chaotyczny - pamiętam do dziś, jak biegałam po lotnisku Hamad z wielką torbą na ramieniu, rozpaczliwie szukając punktu, z którego jeździ się na darmowe wycieczki. Złapałam ostatnią miejscówkę. Chwilę później, jadąc już nocą przez miasto, myślałam tylko o tym, że chyba chcę tu zamieszkać. Katar zawsze witał mnie darmowym luksusem - najpierw tą wycieczką, a teraz pokojem i wielką wanną w hotelu Hilton.

       Chyba nie da się z niczym porównać chwili, kiedy jedziesz taksówką z lotniska wzdłuż promenady Al Corniche, a budynki w tle wyglądają dokładnie tak, jak za każdym razem, gdy oglądałeś je na zdjęciach w Google. Nie ma nic równie fenomenalnego jak zakupy na wieczornym, głośnym szuku, przesiadywanie w restauracjach, pogawędki z przechodniami i sprzedawcami, arabskie wieczory z Zatoką Perską w tle. Zwłaszcza teraz, gdy udało się spędzić w Katarze aż szesnaście godzin, spróbować prawdziwego luksusu, gorącego zwrotnikowego słońca, biryani z lokalnego bazaru, odwiedzić w końcu Muzeum Sztuki Islamskiej i zobaczyć miasto za dnia, pozwalam sobie jeszcze częściej niż dotychczas myśleć: Doha, uwielbiam cię. Chcę cię więcej!




Więcej